poniedziałek, 27 lipca 2015

Twenty Two

33 komentarze:
Lexie Catalano

Rozwiązałam mojego tygrysa.

Kiedy zsunęłam opaskę z jego głowy, jego oczy były elektryczne. Dreszcz strachu przeszedł po moim ciele. Kurwa, on był zły?

- Um... ja... - wymamrotałam, a ręce mi drżały, gdy rozwiązywałam jego kostki. Kostki u nóg pierwsze, u rąk ostatnie. Zastanawiam się, czy powinnam uciec do łazienki.

Justin nic nie powiedział. Patrzył na mnie palącym spojrzeniem.

Od miesiąca pragnęłam zobaczyć ciepło w jego oczach, niebezpieczną nieprzewidywalność, którą kochałam. Ale teraz? Teraz czułam obawę, że było to zbyt realne i ekscytujące.

- Ja... ja planowałam to od jakiegoś czasu - powiedziałam, masując jego kostki. - Mam nadzieję, że było w porządku...

Boże, Justin wyglądał wyśmienicie. Moje oczy przyczepione były do jego ciała. Jego pierś unosiła się i opadała przez głębokie oddechy, jego chude ramiona były napięte. Chciałam ujeżdżać go znowu i znowu i znowu. Chciałam rozbić swój język na jego rozkosznych sutkach. Wiedziałam, że to doprowadza go do szaleństwa. Wiedziałam, że to powoduje, iż jest twardy.

- Wow... zrobiłam bałagan? - spojrzałam na jego pachwinę. Mój tyłek nie wyglądał dużo lepiej.

- Lexie - jego głos był niską grozą.

- Och dobrze, przepraszam - udałam się do zagłówka łóżka. Bałam się, odkąd rozwiązałam mu ręce. Czy to go zdenerwowało? Kurwa, dlaczego go nie spytałam? Czy on miał zamiar się podnieść i wyjść?

Uwolniłam jedną jego rękę. Myślałam, że chwyci mnie za gardło, ale on jedynie potarł swój nadgarstek.

- Ostatnia... - rozwiązałam drugą rękę.

W mgnieniu oka wciągnął mnie na swoje kolana.

- Lexie - warknął mi do ucha. Umieścił dwa palce w moim tyłku, na co zawyłam. Próbowałam zabrać jego rękę, ale trzymał ją mocno. - Musisz być bardzo zadowolona z samej siebie. Podoba ci się mój wytrysk w twoim tyłku?

Jego długie palce poruszyły się aż pisnęłam. Oczywiście, byłam z siebie dumna, że tak go wzięłam.

- Nie słyszysz, kochanie? Potrzebujesz trzeciego palca w swoim tyłku?

- Nie! - zadyszałam. - Mm, to znaczy tak...

Justin zadrżał ze śmiechu. Boże... ten śmiech, który był tak cyniczny i bez tchu, który topił moje serce...

- No co, Lexie? - jego trzeci palec wylądował w moim tyłku.

- Nie... już starczy, proszę. I... tak... kocham twój wytrysk w moim tyłku.

- Och Boże, Lexie - Justin wyjął swoje palce i zaczął mnie masować. Odruchowo go odepchnęłam.

Wszystko było inaczej. Wszystko. To jak mnie pieścił, tak władczo, z taką satysfakcją...

Moje serce było zachwycone. Moje oczy mokre. Boże, on wrócił. Justin wrócił.

- Co za słodka pupa - jęknął, ściskając moje pośladki. - Jesteś dobrą dziewczyną, Lexie. Na tyle dobrą, aby wziął mojego całego kutasa. Boisz się?

- Tak - ukryłam zakłopotany uśmiech na jego szyi.

- Mm, mogę się założyć, że zrobisz to dobrze. Sprawiasz, że twardnieję. Chcesz mi pomóc na nowo?

Nim zorientowałam się co się dzieje, Justin zawiązał opaskę na moich oczach, a moje ręce umieścił z tyłu i związał, przez co spadłam z jego kolan.

Leżałam w niewygodnej pozycji na materacu, w czasie gdy on gryzł moje sutki.

- Boże! Justin!

Jego najciemniejsze pragnienia od miesięcy wyszły na jaw. Był głodny. Nie było w tym żadnej logiki.

Skręcił i pociągnął moje sutki, przyciskając palec do moich ust. Wiłam się w pościeli, a moje podniecie rosło w górę.

- Tak? - Justin się zaśmiał. - Jak to jest, Lexie? Właśnie tak?

Rozszerzył moje nogi i dostał się do mojej kobiecości. Kurwa! Ugryzł moją łechtaczkę i wyciągnął mnie z łóżka.

Zachwiałam się przed nim.

- Justin... - dyszałam. - G-gdzie idziemy? - nie odezwał się, a jedynie wyprowadził mnie z sypialni.

Już przez chwilę myślałam, że będzie pieprzył mnie na balkonie, ale nie. Zaprowadził mnie do pokoju, który pachniał starymi książkami.

Ach, pokój pisania mojego kochanka.

Justin przechylił mnie do przodu, a gładkie drewno weszło w kontakt z moimi piersiami.

- Zostań tak - mruknął i opuścił pokój.

Wrócił po chwili i chwycił moje biodra, uderzając paskiem o moją pupę.

- Kurwa! - zawyłam. - Justin!

Chciałam uciec. Skórzany pasek zostawiał ślady na mojej skórze.

Jezu Chryste, Justin biczował mnie paskiem. Nie mogłam na tyle szybko zamienić bólu na przyjemność.

- Potrzebowałaś tego od dłuższego czasu - warknął. - Nie przestanę dopóki go nie weźmiesz. Lexie, kochasz to. I jesteś mokra.

Zdałam sobie sprawę, że Justin miał rację. Pożądanie sączyło się z mojej kobiecości.

Boże, ale to bolało! Moje piersi były rozbite na biurku, mój tyłek płonął. Moje ciało oddychało nierówno.

Mogłam to zrobić.

- Boże, kochanie - Justin jęknął.

Oparłam się bezsilnie na biurku. Moja cipka pulsowała i wilgotność spływała po moich udach.

- Och, Lexie... kurwa, kurwa,

Słyszałam jak Justin cicho stęka. Boże, on to uwielbiał. Zaczęłam jęczeć i rozłożyłam nogi.

- Więcej! - dyszałam.

- Lexie, cholera jasna - syknął. - Boże, jesteś dobra, tak dobra.

I w pewnym momencie przestał. Jego penis wypełnił mnie całą. Wiedziałam, że tego chciał i dałam mu to. Leżałam nieruchomo na biurku.

Justin odnalazł moją łechtaczkę i masował ją, podczas pieprzenia mnie. Zabrał mnie na skraj ekstazy. Nie, on wysłał mnie na krawędź. Sprawił, że krzyczałam jego imię.

Justin eksplodował w moim rozgrzanym ciele.

Potem wzięliśmy prysznic. Byłam oszołomiona i zaczerwieniona od głowy po stopy.

Najlepszy seks w moim życiu; na biurku, z opaską. Kto by pomyślał?

Po prysznicu wytarłam się, a Justina orzechowe oczy krążyły po moim ciele. Mój tygrys... wiecznie mnie obserwujący.

Gdy poszłam włożyć na siebie spodnie od jogi, Justin uśmiechnął się i pokręcił głową.

- To - powiedział, wręczając mi krótką sukienkę kości słoniowej, ledwo zakrywającej mój tyłek - Na koniec dnia.

Zarumieniłam się lekko.

Justin ubrany był w jasne spodnie. Siedzieliśmy na kanapie jedząc babeczki i śmiejąc się.

- Hej, nie mogę! - otarł lukier z nosa. Jego oczy pociemniały. Cholera, kochałam ten wyraz twarzy...

Około pory obiadowej, Justin zniknął w biurze.

Gdy chciałam sprawdzić co robi, zastałam zamknięte drzwi.

Dąsałam się chwile stojąc na korytarzu i głaszcząc Laurencego.

Nie mogłam uwierzyć, że poznałam swojego pisarza.

Przez kolejne dni poznawałam swojego pisarza ponownie i ponownie. Justin wydawał się, jakby seks był dla niego niesamowity, ale zachowywał spokój.

- Muszę coś sprawdzić - powtarzał. - Niedługo będę.

Gdy chciałam go szukać, jego drzwi od biura nadal były zamknięte.

Jedyne co go wabiło to moje gotowanie.

- Coś poczułem - mówił, gdy przechodził obok.

Miałam go na jakieś dziesięć minut podczas obiadu, potem go traciłam.

Kiedy Justin pisał, spędzałam czas na czytaniu i jodze. Miałam kilka godzin dla siebie. Czas spędzony razem, czas spędzony oddzielnie, czy nie w każdym związku tak jest?

Choć byłam bardzo ciekawa o czym pisze, wiedziałam, że nie mogę go prześladować.

Czasami gdy szłam do pracy lub byłam po, Justin z ożywieniem wspominał o pisaniu.

Kochałam tego słuchać.

Mój ukochany był pisarzem. Na początku pisarzem, potem moim ukochanym.

W ostatni piątek listopada zastałam Claudię czekającą w moim biurze,

Zrzuciłam płaszcz i spojrzałam na zegarek. Uff, byłam na czas.

- Dobry, Lexie.

- Panno Wing - uśmiechnęłam się.

- Potrzebuję cię, abyś przeczytała te rękopisy - położyła dwie, grube koperty na moim biurku. - Miała zrobić to Laura, ale tak wyszło.

- Jasne, to wszystko?

- Na teraz - Claudia ruszyła w kierunku drzwi. - Aha, i kiedy z tym skończysz...

- Hm? - spojrzałam w górę, a ona uśmiechnęła się do mnie. Zabawna Claudia była bardziej przerażająca niż poważna Claudia.

- Cóż, jeśli będziesz miała czas mam najnowszą ofertę od Jane Doe.

Moje oczy rozszerzyły się, a ona roześmiała się.

- Claudia! - jęknęłam.

Poszła do swojego biura i wróciła ze stosem stron. Wyrwałam je. Nie było wątpliwości w moim umyśle, że Claudia już je sprawdziła, ale nie obchodziło mnie to.

Odcięłam się od świata i zaczęłam czytać zachłannie.

To było The Surrogate, oczywiście. Pełen rękopis.

Czytałam historię, a serce ściskało mi się z żalu.

Jego ukochana odkryła jego sekret i opuściła go. Czułam jakby Justin w tej prozie. Tylko kilku ludzi pozna prawdę o tej fikcji.

Jeśli zastanawiałam się co było dla Justina agonią w Genewie, teraz wiedziałam. Dla niego utrata mnie była obecnością.

To był koniec, ale nie mógł być koniec, bo on nie mógł zapomnieć.

Nic nie trwa wiecznie i nic się nigdy nie kończy.

Wytarłam łzy spod swoich oczu. Chciałam wrócić już do Justina, ale minęły dopiero dwie godziny pracy. Kurwa.

Gapiłam się na końcowe linie.

Wpadłam do biura Claudii, która śmiała się, zanim tam jeszcze dotarłam.

- Dobra Lexie, co myślisz?

- Myślę, że jest kutasem! I nienawidzę fikcji literackiej! - rzuciłam w nią rękopisem.

Claudia mrugnęła.

- Cóż... nie wiedziałam, że twoja opinia będzie taka jednoznaczna.

- Przepraszam, ja...

- W porządku. Spojrzenie na Justina świat jest ciemnością. Ale wiesz to, prawda?

Złożyłam ręce i zaczęłam myśleć obiektywnie. Claudia miała rację. Kochałam fikcje Justina... kiedy nie kochałam Justina.

Teraz?

Teraz widywałam go codziennie. Justin w kapciach, Justin po seksie, Justin krzątający się w kuchni...

Jego słowa...

- Claudia, ja...

- Idź - powiedziała. Skinęłam do niej głową.

- Mam... mam zamiar wziąć wcześniejszy lunch,

- Zrób sobie dzień wolny.

Chciałam ją przytulić, ale nie ma mowy.

Udałam się do domu.

Justin siedział w swoim biurze, oczywiście. Drzwi były otwarte.

- Hej Lexie - wstał od biurka. - Co myślisz? Dałem Claudii...

- Wiem - powiedziałam. Schowałam twarz w jego ramię. - Justin, to jest za smutne...

Zaśmiał się i przytulił mnie.

- Ale Lexie, wiesz, że myślę...

- Wiem! Wiem, że myślisz, że życie jest smutne - cofnęłam się na tyle, aby zobaczyć wyraz jego twarzy. - Ale czy ty jesteś szczęśliwy?

Uniósł brwi.

- Oczywiście, że jestem. Jak możesz mnie o to pytać?

- Nie wiem. Twoja pisanie, ta historia... - zarumieniłam się.

- Lexie - podniósł mój podbródek. Pogłaskał mnie po policzku i przejechał dłonią po włosach. - Mam ciebie. Jestem bardziej niż szczęśliwy niż jakikolwiek człowiek.

- To wszystko, co chciałam usłyszeć - wyszeptałam. - Każdego dnia.

- Och, nagle ma wymagania.

Justin zaśmiał się i klepnął mój tyłek. Krzyknęłam lekko i roześmiałam się.

Położyłam głowę w jego pierś i dostrzegłam na biurku otwarty notebook.

- Zaczynasz coś nowego?

- Mm.

- Co to jest?

- Nasza historia - powiedział. Pochylił się i spojrzał na mnie uważnie.

- Nasza historia? - zmarszczyłam brwi. Nie mogłam znieść nawet The Surrogate. Wiedziałam, że nie zniosę nas w historii Justina.

- To miłosna opowieść, Lexie.

- Jak się skończy?

Uniósł mnie, a zarazem moją krótką sukienkę. Owinęłam nogi wokół jego talii.

- Nigdy się nie skończy - powiedział i wyniósł mnie z biura.



No i mamy koniec przygód Lexie i Justina.
Szczerze powiedziawszy myślałam, że autorka zakończy to w jakiś inny sposób, ale niestety całe te opowiadanie było popaprane (w pozytywny sposób), więc nie jestem zaskoczona.

Dziękuję za blisko 80 tysięcy wejść od grudnia oraz za ponad 450 komentarzy. To pierwsze opowiadanie, które kończę (chociaż to jedynie tłumaczyłam). 

Prosiłabym, aby każdy kto przeczyta ten ostatni rozdział pozostawił po sobie krótki komentarz, nawet kropkę. Byłoby mi bardzo miło i żegnam się z wami na Night Owl. Przypominam jednak, że zaczęłam tłumaczyć nowe, ciekawe opowiadanie.


"21-letniej Ashlyn mówiono, że praca jako striptizerka i towarzyszka może przynieść jej prawdziwe kłopoty. I kiedy te kłopoty faktycznie nadeszły, lokalny gangster Justin Bieber jest do niej wysłany przez los. Ale czy bycie z nim nie jest dla niej większym problemem niż zanim go znała? "