piątek, 30 stycznia 2015

Ten

20 komentarzy:
Justin Bieber

Zabawianie się z Lexie miało piękny sposób upraszczania rzeczy.

Prześladowały mnie obawy, że będzie chciała sprawdzić moje mieszkanie. Posunąłem się za daleko? Przestraszyłem ją dzisiaj? Co zrobię, jeśli odnajdzie jakąś rzecz Clary? Była wściekła po spotkaniu z Claudią?

Potem, Lexie pochyliła się nad kuchennym blatem i nie miałem już żadnych wątpliwości.

Tyłek Lexie. Moja ręka. Jej cipka. Moje palce.

Powinien był wiedzieć, że ona da sobie radę z tym wszystkim.

Była nieustraszona.

Gdy zaprowadziłem ją do sypialni i pokazałem jej przedmioty na łóżku, spytałem, czy widzi w tym jakiś problem.

Nie uciekła z krzykiem. Nie rzuciła siebie pod moje stopy.

Dokładnie zbadała te rzeczy. Zaciski na sutki, czarna taśma, cztery jedwabne sznurki i zwykła szmatka. Uśmiechnęła się do mnie.

Wystarczyło, że Lexie dotykała te rzeczy, a mój kutas pulsował. Kupiłem to rano, zanim ją zabrałem. Nigdy nie bawiłem się z Clarą w ten sposób, a nawet gdybym to zrobił, nie czułbym takiej samej przyjemności jak z Lexie.

Moja dupkowatość nie miała limitu.

- Jest w porządku - Lexie szepnęła. - Zrób to - podeszła bliżej, a ja zadrżałem. Owinęła ręce wokół mojej szyi i przeniosła swoje usta w kierunku mojego ucha. - Zrób to dla mnie, Justin.

Była uległa, taka jaką ją przygotowałem.

Umieściłem na jej oczach przepaskę i zanim ją zakneblowałem, dałem jej do dłoni dużą kulkę.

- Jeśli będziesz chciała, abym przestał... - powiedziałem. - Upuść ją, a ja przestanę. Zrozumiałaś?

Skinęła głową i otworzyła swoje usta, abym ją zakneblował.

Jej piękne różowe wargi otworzyły się. Jej uległość. To doprowadzało mnie do szaleństwa.

- Naprawdę to lubisz - mruknąłem. - Nieprawdaż?

Zanim zdążyła odpowiedzieć, zakneblowałem jej usta, wiążąc mocną kokardkę na tyle jej głowy. Zaśmiałem się i dałem jej klapsa, który wysłał ją na łóżko.

Opadła na kołdrę ze stłumionym krzykiem.

- Prosiłaś się o to, ty dziwko - warknąłem. Nie mogłem się powstrzymać. Zrzuciłem z siebie z moje buty i koszulę, po czym poczołgałem się do Lexie. Moje podniecenie wzrastało, gdy patrzyłem na jej cipkę, jej uda, brzuch, piersi i twarz. Moje spodnie były boleśnie napięte.

Próbowała mnie dotknąć, ale szybko odepchnąłem ją od siebie i przywiązałem do łóżka.

- Nie wykorzystasz mnie dzisiaj, Lexie. To ja mam zamiar wykorzystać ciebie. Jedyne co musisz zrobić to sprawić, aby twoje ciało zabawiło się ze mną. Cipka, usta i piękna para cycuszków.

Przywiązałem nogi Lexie do mojego łóżka, a jej nadgarstki i kostki przywiązałem jedwabnym sznurem do czterech ram łóżka.

Uśmiechnąłem się na swoją robotę. Usiadłem obok niej i leniwie uszczypnąłem jej sutki.

- Hnn! Nnn! - wydobyła z siebie wspaniałe dźwięki, stłumione przez jej knebel.

- Dobra dziewczynka - uspokoiłem ją. - Testuję twoją wytrzymałość. Widzę, że ledwie się ruszasz. Czy to cię boli?

Zacząłem skręcać i szarpać jej sutki, uderzając przy tym samym jej piersi. Szarpała się na łóżku. Mój fiut zaczynał się robić mokry na czubku, czułem to. Mój wzrok skierowany był na kulkę w jej dłoni, na której zaciskała swoje palce.

- Czas na twoją obrożę, Lexie. Po tym wszystkim zrobimy zdjęcia.

Jęknęła.

Umieściłam skórzaną obrożę na jej szyi, po czym zabezpieczyłem to zamkiem. Docisnąłem zaciski na jej sutkach. Lexie zaczęła oddychać w krótkich seriach przez swoje maleńkie nozdrza. Na to wszystko musiałem zrzucić swoje spodnie razem z bokserkami.

Wspiąłem się na nią, mój kutas spoczywał na jej brzuchu.

- Przez ciebie jestem twardy - powiedziałem. - Wiem, że twoje sutki cię bolą. To jest specjalna obroża dla ciebie. Kiedy dostosowywałem te łańcuchy - sprawiłem, że ciągnęły się one od obroży po zaciski. - Sprawiłem, że każdy twój ruch szyją będzie ciągnął za twoje brodawki. Wiem, że lubisz jak nadużywa się twoich wrażliwych miejsc, Lexie.

Oderwałem dwa kawałki czarnej taśmy i przycisnąłem je do sutków Lexie.

- Mmm - Lexie zamruczała.

Przejechałem swoim kutasem po jej brzuchu i uśmiechnąłem się.

- Dlaczego Lexie? Wierzę, że potrafisz ślinić się bardziej.

Wygramoliłem telefon z moich spodni, po czym zrobiłem parę zdjęć Lexie.

Miałem idealne ujęcie jej stringów i różowej, przesiąkniętej tkaniny i jej pięknej, zakneblowanej twarzy.

Jej zabawki leżały na łóżku. Wybrałem wibrator w kształcie jajka, ustawiłem największą prędkość i umieściłam go na stringach Lexie,

- Staraj się go tak utrzymać - mruknąłem. Patrzyłem na jej ciało. Kiedy tylko pierwsze drgania wibratora przeszły przez jej kobiecość, zaczęła się wić. Jej głowa wierciła się na poduszce, a łańcuchy i klamry szarpały tak mocno za sutki, że jej piersi drżały.

Jęknęła.

Kurwa, ona długo tak nie pociągnie.

- Mam zamiar zostawić to na twoich stringach Lexie, właśnie tak jak teraz - umieściłem wibrator przed jej cipką, a szum wibratora zagłuszył jej stękanie. - I dam ci trochę czasu, abyś pomyślała o swojej głupie zabawie w klubie.

Złapałem wazelinę, po czym opadłem na fotel mając na nią widok. Doskonale.

Jęki Lexie pojawiały się w nieregularnych odstępach czasu. Czasem były długie, czasem krótkie. Walczyła, aby uwolnić swoje ciało, ale nie była w stanie. Jej jęki zmieniły się w rozpaczliwe piski. Wibrator doprowadzał ją do szaleństwa.

Pozwoliłem, ale cierpiała przez około dwadzieścia minut. Głaskałem swojego kutasa przez cały ten czas,  obserwując ją. Kiedy nie byłem w stanie wytrzymać już dłużej, wspiąłem się na łóżko. Obróciła swoją głowę, tak jakby chciała zobaczyć co robię.

- To jest to - sapnąłem. - Rozejrzyj się. Czujesz co właśnie robię? Jestem dokładnie nad tobą.

Usadowiłem się okrakiem nad jej piersiami. Robiłem sobie dobrze nad jej twarzą. Kropla wazeliny spadła na jej twarz, przez co razem jęknęliśmy.

- O Boże Lexie, o Boże - wyszeptałem. - Mam zamiar dojść kochanie, kurwa...

Dyszała, a ja złapałem za zagłówek łóżka i doszedłem spontanicznie. Przyjemność spłynęła po moich plecach. Walczyłem, aby mieć otwarte oczy, kiedy spuszczę się na jej twarz.

Bawiłem się tak z innymi kochankami w przeszłości, ale wspomnienia o nich są jak popiół. Żadnego ognia. Nawet iskry. Brak seksu w moim życiu wprowadził mnie na nowy poziom erotyczności .

Lexie zaczęła wić się w swoich więzach i wydawała nieprzyzwoite jęki. Ściskałem ją za rękę. Trzymała mocno kulkę. Byłem pod wrażeniem jej wytrzymałości i wdzięczności.

- Wiem - wyszeptałem do jej ucha. - Wiem, że nie chciałaś być zakneblowana, byś mogła ssać mojego kutasa, prawda? A może chcesz dojść tak samo jak ja? Mówiłem ci przecież, że zasłużyłaś na karę za to, co zrobiłaś. Zachowałaś się jak dziwka.

Policzki Lexie poczerwieniały. Potrząsnąłem uściskami na jej piersiach.

- Nagrałem te całe show zeszłej nocy. Myślałem o tym, aby dać ci to może dzisiaj obejrzeć, ale nie mogłem się doczekać, aż zasłonię ci oczy. Kochasz to. Wiesz, że to kochasz. Jeśli chcesz być okrutna, wiedz, że ja też będę. Ale byłaś idealna, Lexie. Teraz błagaj o to, abyś doszła. Błagaj o to, aby coś w ciebie weszło. Rób to, co potrafisz najlepiej, kochanie.

Odwiązałem jej knebel i wyrzuciłem go w głąb sypialni.

Lexie wciągnęła powietrze jak gdyby wcześniej tonęła.

- Proszę! - zaszlochała. Jej słowa wywołały u mnie dreszcze. Chwyciłem za długi, fioletowy wibrator i zwiększyłem prędkość do maksimum.

- W śr.. środku. Wewnątrz mnie! Pozwól mi szczytować, Justin... p-proszę... ja...

Pozwoliłem sobie po raz ostatni spojrzeć na związaną Lexie. Wyglądała desperacko. Przesunąłem na bok jej stringi i włożyłem w nią wibrator. Nie musiałem nim nawet poruszać. Wystarczyło, że natrafiłem na jej punk G, a ona zaczęła dochodzić.

Przyjemność uderzyła w nią tak samo jak i we mnie - początkowo napad przyjemności, a potem rozpływanie się w falach rozkoszy.

Obserwowałem jej twarzy, gdy dochodziła. Nie bez powodu nazywają to małą śmiercią. Jej ból brzmiał tak samo jak jęk przyjemności, lub przyjemność brzmiała tak samo jak ból.

Leżeliśmy razem, a nasze spocone ciała były splątane. Wszystkie więzy i zabawki leżały porozrzucane po moim pokoju. Po raz pierwszy, obejmowałem nagie ciało Lexie, tak jak ona obejmowała moje. Nasze serca biły razem. Nasze oddechy stałe się jeszcze głębsze, tak, że żadne z nas nie mogło wypowiedzieć słowa. W końcu ogarnął nas sen.

Lexie Catalano

Patrzyłam jak Justin śpi w porannym świetle. Leżał na brzuchu z głową w poduszce, a jego ramię było silnie owinięte wokół mnie.

Był piękny.

Wydawał się piękniejszy niż kiedykolwiek. Mój wzrok zatrzymał się na jego długim ciele, linii kręgosłupa, udach i tyłku. Jego muskularne ramiona wyglądały jak jakieś dzieło artystyczne, nie wspominając o jego tatuażach tworzących rękaw. Czułam dziką ochotę rzucenia się na niego i wycałowania każdego centymetra jego ciała.

Boże, czułam się niesamowicie. Zrzuciłam delikatnie jego rękę i wygramoliłam się z łóżka, pozostawiając coś za sobą. To była moja stara skóra. Zabrał mi wszystko, co było we mnie warte.

Włożyłam na siebie koszulę Justina i udałam się korytarzem, aby znaleźć kran z wodą. Następnie powędrowałam do biblioteki.

Wow, ten facet naprawdę lubił czytać. Pokój wyglądał jak wnętrze gabinetu jakiegoś profesora, jednak był większy. Półki na ścianach zapełnione były leksykonami fikcji, literaturami faktów, tłumaczeniami, jakieś książki w językach obcych, CD, poezje, sztuki i mapy. W skrócie, mniejsza biblioteka.

Przejechałam palcami po grzbietach książek, niektóre były naprawdę stare.

Znalazłam duży rząd książek autorstwa Willa Cather. Uśmiechnęłam się, kiedy wyciągnęłam jedną z nich. Ha! Czułam się jak detektyw.

Było tu motto Wirgiliusza, które zacytował Justin. Otworzyłam książkę na ostatniej stronie.

Na marginesie napisane było "epi"?

Zmarszczyłam brwi.

Epi? Motto? Wiem, że pochodziło to od The Silver Cord, J. Whispa.

Na moje usta wdał się uśmieszek. Czy Justin był potajemnym fanem J. Whispa?

- Lexie.

Podskoczyłam.

Justin stał w drzwiach. Jego twarz była blada, a włosy rozczochrane. Para czarnych spodni przylegała do jego bioder.

- Justin, cześć - posłałam mu drżący uśmiech. - Przestraszyłeś mnie...

Kurwa, jego oczy były śmiertelnie poważne. Dziewczyna w klatce tygrysa. Dziewczyna na pożarcie. Spojrzał na półki, a potem na książki w moich rękach.

- Twoje, um... - odchrząknęłam. - Twoje włosy są teraz niezłe.

Popatrzył na mnie przez chwilę, po czym swoją dłonią przejechał po włosach.

- Nowy styl - mruknął.

Ostrożny uśmiech rozprzestrzenił się na jego ustach. Zaśmiałam się słabo. Rany, o co w tym wszystkim chodzi? Pan Zimnoporty z rana? Może on myślał, że węszę w jego mieszkaniu.

- Mm. Willa Carter. Genialna autorka. To jej najlepsza książka, ręce z dala.

Justin uśmiechnął się i zaczął studiować półki. Obserwowałam jego przystojny profil. Teraz był ciepły i pełen entuzjazmu. Chwilę wcześniej jego spojrzenie było brutalne. Musiałam przyznać, że jego zmienne nastroje mi imponowały, ale i przerażały równocześnie.

- Wiesz co mam na myśli? - powiedział. - Autor pisze książkę po książce, rzuca kartami na stół. Wiele razy chybia, ale potem trafia w dziesiątkę. Ładna koszula - uszczypnął mój tyłek, po czym jego wzrok na nowo wrócił na półki. - Przeczytałem wszystkie. The Sound and the Fury, Never Cry Wolf, Franny i Zooey, Four Quartets...

- The Silver Cord - wyrwało mi się.

Justin prychnął.

- Och proszę, znowu objawia się twoja obsesja na punkcie J. Whispa.

- W porządku, skoro ja jestem jego fanką, to dlaczego ty? - mój głos zadrżał. Patrzyłem na My Ántonia, kopię Justina. Moje dowody były zawiłe i konspiracyjne. Zabawnie było wiedzieć, że to on miał większą obsesję na jego punkcie niż ktokolwiek inny. Znał każde jego słowo.

- Ja dlaczego co? - zażądał odpowiedzi.

- Skąd wiesz... o plotkach na temat Granite Win? - spytałam.

Oczy Justina przybrały wyraz twardy niczym szmaragdy.

- Jak widzisz - powiedział, wskazując na swoje książki. - Lubię bardzo czytać. Lubię być na bieżąco z trendami literackimi. Oznacza to także, że jestem w stanie przeczytać dużo gównianych stron internetowych takich jak Fit to Print od czasu do czasu. Przeczytałem tam jakieś artykuły - Justin zadrwił. - To oczywiście same plotki.

Położyłam swoje dłonie na jego klatkę piersiową. Wyraz jego twarzy złagodniał.

- Wygląda na to, że masz siekierę na tego biednego autora - powiedziałam. Wtuliłam twarz w jego skórę, po czym objął mnie swoimi ramionami.

- Wątpię, że jest słaba. I nie mam na nią żadnej siekiery, okej? Uważam po prostu, że nie jestem podobny do Carthera. Nawet trochę.

- No tak - cmoknęłam jego sutek, a on zadrżał. Boże, kochałam to. - A ja studiowałam literaturę, więc co Panie Biznesmenie.

Dał mi szybkiego klapsa w tyłek.

***

Wzięliśmy szybki, poranny prysznic, który polegał na pocieraniu mojej cipki mydłem, aż mnie piekło. Może on był zdesperowany po tym wszystkim.

I cholera, bawiło mnie to.

Postanowiliśmy się ubrać. Justin obserwował każdy mój ruch swoimi piwnymi oczami. Boże, wyglądał smakowicie z ręcznikiem owiniętym na biodrach.

Nie sądzę, że jego ciało kiedykolwiek zacznie mnie nudzić.

Kiedy ściągnął mój ręcznik w salonie, pochyliłam się i złapałam za ramię sofy. Głód w jego oczach był pożądliwy. Pchnął moim ciałem i upadliśmy razem, mogłam czuć jak jego jajka uderzyły o moją kobiecość.

Jak mówiłam, postanowiliśmy się ubrać.

W końcu, koło południa byliśmy już w naszych ubraniach. Justin mógł mnie niedługo odwieść do domu, ale ja nie miałam go jeszcze dość.

Wybrałam jego bluzkę. To był miękki, biały T-shirt w połączeniu z luźnymi, beżowymi spodniami z lnu. Miałam na sobie swoją pogniecioną sukienkę.

Debatowałam w myślach sama ze sobą, czy Justin lepiej wygląda w formalnym stroju czy luźnym. Myślałam też o tym, czy Justin jest prawdziwy. Seksowny, oczytany facet z ciałem Boga, najsłodsze zwierzątko na świecie, śmieszne wpływy, dużo wolnego, a do tego zainteresowanie mną. Nie ma mowy.

- Wesołego Czwartego* - powiedział cicho, włamując się do moich myśli.

- Och tak, całkowicie zapomniałam - zmarszczyłam brwi i potargałam swoje mokre loki. Racja, dzisiaj był Czwarty, a Justin nie pracował. Był w swoim mieszkaniu ze mną. Dziękuję ci, Ameryko. - Tak, szczęśliwego Czwartego, Justin.

- Nie mogę pojąć, jak mogłaś zapomnieć.

- Pf, to nie jest jakaś wielka przerwa, czy coś - zerknęłam na niego. - To może ty jesteś jakimś agentem CSI.

Uśmiechnął się.

- Czy zaskoczył cię mój patriotyzm?

- Nie zaskoczyłeś mnie jeszcze niczym.

Pochylił się, a jego ochrypły głos łaskotał moje ucho.

- Och, zaskoczyłem cię samym sobą, Lexie.

Zadrżałam, a on odsunął się. Dobrze dla niego, nie chciałam, aby prowokował mnie na nowo.

- Nie, ale poważnie - powiedział.  - Jeśli to dla ciebie odległe od przerwy to tylko dlatego, że zabierze cię ode mnie.

Moje serce zatrzepotało. Dobra, to przez jego urokliwość.

Pamiętam jak Justin pytał mnie, czy mam jakieś plany na Czwartego. Martwił się o to już wczoraj?

- Hej - wydukałam. - Szalony pomysł, ale mówiłeś, że nie masz planów. Dlaczego nie przyjedziesz do mnie? Moja rodzina nie jest tak stuknięta jak moja siostra, obiecuję ci.

- Tak, dobrze.

Patrzył w ścianę.

Znowu poczułam niespodziewany i gwałtowny żal.

Przypomniałam sobie jak mówił, że nie ma zbyt wielu znajomych. Co by robił, gdybym go nie zaprosiła?

Wyobraziłam sobie samotnie siedzącego Justina na balkonie.

- Justin, Boże - przytuliłam go. Uniósł mnie na ręce, na co zapiszczałam. - Mogłeś zapytać. Nie chcę być z dala od ciebie, wierz mi.

- Lexie... jest tak wiele rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć - przygniótł mnie do swojej piersi i pocałował moją skroń. Dałabym wszystko, abym mogła teraz spojrzeć na jego twarz. Dlaczego on brzmiał na takiego zrozpaczonego? Moje stopy zwisały, a moja twarz ukryta była na jego piersi.

***

Zatrzymaliśmy się na obiad w mieście. Justin podjechał do kwiaciarni, gdzie kupił dwa bukiety lilii. Wręczył jeden mi.

- Kwiaty - mruknął.

- Widzę - pocałowałam go w policzek. - Jesteś taki uroczy. Słodki i dziwny. Dziękuję, Justin.

- Mm. Myślisz, że powinienem coś ze sobą wziąć? Jedzenie? Sałatkę ziemniaczaną? Bułki? - poznałam niespokojne spojrzenie w jego oczach. To ten sam wyraz twarzy, gdy zabrał mnie na obiad w Boulder, te samo spojrzenie, które miał w swoim mieszkaniu. Justin w trybie niepokoju.

Zaczęłam uczyć się kilku rzeczy o nim, nawet jeśli ich nie rozumiałam. Po pierwsze, najbardziej komfortowo czuł się w swoim samochodzie. Biorąc pod uwagę jego pozycję społeczną, powinien być pewny siebie.

- Nie, nie kupuj jedzenia. Wyluzuj. Po prostu wypoczniemy.

- Relaks - powtórzył.

- Tak, relaks. Jeśli czujesz się niezręcznie, zawsze możemy ukryć się w moim pokoju.

Uśmieszek pojawił się na jego ustach.

- Mogę być cicho.

Starałam się nie myśleć o wszystkich brudnych rzeczach, które moglibyśmy robić.

Jesteś dla mnie dziwką, Lexie. Nieprawdaż?

Kocham kolor twojej cipki.

Szybciej, Lexie.

Jestem twardy dla ciebie.

Kurwa, nie chciałam przyjechać do domu z przemoczonymi stringami.

- Nie jestem co do tego pewna - mruknęłam.

- Jak chcesz. W każdym razie nie będziemy bunkrować się w twoim pokoju. Jestem zrelaksowany.

Zrelaksuj swój tyłek. Justin stawał się coraz bardziej niespokojny, gdy zbliżaliśmy się do mojego domu. Uśmiechnął się szyderczo i poprawił lusterko wsteczne. Postukał swoimi palcami o kierownicę.

Pędził w kierunku mojego domu.

- Mój... dom jest tam - powiedziałam, spoglądając na niego.

- Mm.

Jechał z piekielną prędkością w kierunku sklepu.

- Przestań kupować te rzeczy! - krzyknęłam.

- To sprawia, że czuję się lepiej! - warknął.

W końcu jedyne co mogłam robić to uśmiechać się do siebie, gdy Justin wybierał firmę czipsów.

***

Gdy w końcu dojechaliśmy, moja mama była oniemiała. Nie miałam jej tego za złe.W moich rękach znajdowały się cztery pojemniki sałatki ziemniaczanej, słoiki z sosem salsa i bukiet lilii.

Nigdy nie przyprowadziłam do domu faceta, który dał mojej mamie kwiaty.

Podziękowała mu za jedzenie, spoglądając na mnie niepewnie.

Ugh, wiedziałam dokładnie co ma na myśli. Cały czas powtarzała mi i mojej siostrze, abyśmy nie popełniały tych samych błędów, co kiedyś popełniła ona, a chodziło o poślubienie bogatego człowieka. Justin śmierdział bogactwem, nawet w luźnym stroju. Jego spodenki? Czarne od Bossa. Tak tylko zerknęłam.

Abby weszła do kuchni. To dziwne, jakie wrażenie wywoływał Justin na mojej rodzinie, nawet na psie. Przynajmniej nie tylko na mnie tak działał.

- Cześć dzieciaki! - Abby uśmiechnęła się w naszym kierunku.

- Hej - posłałam jej obojętne spojrzenie. - Dzięki, że napisałaś do mnie wiadomość, sprawdzając co u mnie.

- Nic nie pisałam.

- No właśnie.

- Daj spokój - uderzyła swoim biodrem o moje. - Nie chciałam ci przerywać twojego rozkosznego wieczorku.

Justin zadławił się swoim własnym śmiechem.

Oczy mojej mamy rozszerzyły się

- Mogłabyś nie mówić tak seksualnych podtekstów w obecności mamy? - przewróciłam oczami. - A tak w ogóle to był rozkoszny wieczór, poranek i popołudnie.

Abby opadła szczęka.

Warto było.

Oglądając Justina z moją rodziną wydawało się, że to będzie dobry dzień, nie wiem dlaczego. Uścisnął dłoń mojego taty, po czym zaczęli rozmawiać o giełdzie. Justin nie zwracał teraz na mnie nawet uwagi. Tata zaproponował mu piwo, ale grzecznie odmówił, po czym przyniósł jedno dla mnie.

- Mogłem przynieść sześciopak - wyszeptał. Przejechał dłonią po moim udzie, aż przeszedł mnie dreszcz. Nasze spojrzenia spotkały się.

- Przepraszam, ale piwo mojej rodziny nie idzie w parę z twoją aprobatą.

- Mm, nie ma na to rady. Poza tym, ja nie piję.

- Ooo, wyszedł snob.

- Nie pomaga mi to.

Roześmiałam się i pchnęłam go lekko. Czułam jak każdy członek mojej rodziny przygląda nam się. Spojrzałam na nich, po czym każde z nich wróciło do swoich wcześniejszych zadań.

Mamie udało się nawet wyciągnąć mojego brata z piwnicy. Przyszedł nadąsany z Frisbee. Justin uśmiechnął się, gdy go zobaczył.

- O, Frisbee - powiedział, patrząc na mojego brata. Mogłabym powiedzieć, że starał się brzmieć nonszalancko. Cholernie słodkie. - Niezłe.

Justin wyrwał Frisbee z rąk mojego brata, po czym zostawił japonki i pobiegł wzdłuż trawnika. Chad spojrzał na mnie niepewnie.

Stół był już gotowy, tata grillował, a Abby tańczyła na trawniku. Mama wchodziła i wychodziła, przynosząc nowe rzeczy. Oparłam się o krzesło i patrzyłam jak Justin i mój brat rzucają sobie Frisbee.

To było naprawdę nie w porządku, gdy Justin postanowił pójść w ślady Chada i również zdjął swoją bluzkę. Święty Jezu. Biegał za Frisbee i łapał je, a jego spodenki zjeżdżały coraz bardziej z jego bioder. Robił to specjalnie?

Nie mogłam oderwać wzroku nawet gdybym chciała.

Zarzuciłam swoimi włosami, aby zwrócić jego uwagę.

Hm, dwójka mogła się w to bawić.

Weszłam do domu, aby założyć podarte szorty w połączeniu z bikini.

Wróciłam, po czym wyciągnęłam swoje nogi, aby udawać, że cieszę się słońcem.

Nic.

Justin zaśmiał się, gdy Chad upadł.

Co do cholery? Pokazać facetowi Frisbee i ja już nie istnieję?

Abby szarpnęła moje ramię.

- Czas na lekcję tańca - powiedziała. - Nie walcz z tym, Lexie. Mówiłam ci, że to nadchodzi, a teraz jest ten czas.

Przez chwilę opierałam się. Nie miałam odwagi zrobić z siebie głupka przed Justinem. Ale w sumie, kto powiedział, że wyjdę na idiotkę?

- Taa - uśmiechnęłam się. - Pokaż mi jak się twerkuje.

Abby pisnęła w zachwycie, po czym pociągnęła mnie na trawę, gdzie stał jej odtwarzacz z muzyką. Najpierw kazała położyć mi dłonie na kolana i trząść przy tym tyłkiem, w tym samym czasie kręcąc biodrami. Nieoczekiwanie, to było łatwe. Gdy ogarnęłam już postawy, pokazała mi nowe ruchy, jak mam robić, by mój tyłek trząsł się jak galaretka.

- To jest dobre! - krzyknęłam głośniej, niż powinnam.

Spojrzałam przez ramię w sam, raz, aby zobaczyć, że Justin się na mnie gapi. Frisbee przeleciało obok niego, prawie uderzając go w głowę.

Sukces.

Moi rodzice byli na szczęście wyrozumiali i nie zwracali uwagi na to, co dzieje się na ich podwórku.

Moja lekcja twerkowania przyniosła więcej efektów, niż myślałam.

Złapałam Justina kilka razy na tym, jak mnie obserwował. Też na niego parzyłam.

Gdy mama i Abby zaczęły sprzątać ze stołu, Chad ponownie wrócił do środka. Tata poszedł zająć się grillem, unikając tym samym zmywania.

Kurwa, kurwa, kurwa. Justin patrzył na mnie, gdy miałam na sobie swoje niebieskie bikini.

- Dlaczego mi nie pokażesz? - powiedział cicho.

Inna rzecz, której nauczyłam się o Justinie. Ciemne spojrzenie w jego oczach oznaczało jedno. Chciał mnie pieprzyć.

Postanowiłam oprowadzić go po domu. Pokazywałam mu górę, a on wyglądał na cierpliwego. W rzeczywiści wydawał się zainteresowany tym wszystkim. Uśmiechnął się na moje zdjęcie, gdzie miałam pięć lat.

- Mały ptaszek - mruknął, dotykając ramkę.

Byliśmy w salonie. Wepchnął ręce do tylnej kieszeni.

- Tak. Dom, słodki dom.

Justin uśmiechnął się do mnie.

- Pokaż mi swój pokój - powiedział. Zamknął odległość między nami i chwycił moje piersi. Zadyszałam. Moja ręka powędrowała do moich ust. Słyszałam szum w drugim pokoju, gdzie mama włączała zmywarkę. - Albo zrobię to tutaj.

Justin nie kłamie. Zsunął mały, trójkątny materiał z moich piersi i zaczął pocierać moje sutki kciukiem. Cofnęłam się.

- Dobrze, dobrze - szepnęłam, po czym poprawiłam swoją górę od bikini. - Boże, opanuj się chłopcze.

Justin zachichotał.

Prowokował mnie w moim własnym domu! Nie miał żadnych ograniczeń. Może jednak nie powinnam drażnić go tym tańcem. Może w sumie wiedziałam, czemu to zrobiłam.

Pragnęłam go w moim domu.

Pragnęłam go w moim pokoju, pragnącego mnie.

Pragnęłam go wszędzie, bardziej i bardziej.

***
4 lipca - święto niepodległości w USA.

Najdłuższy rozdział ze wszystkich do tej pory, tłumaczyłam to chyba ze cztery godziny,
a i tak nie jestem w pełni z tego zadowolona. Ta scena początkowa była masakryczna do tłumaczenia, nie wiem jak dam sobie radę potem, gdzie będzie tego więcej, ale okej.
Chyba nie wyszło tak źle, starałam się jak mogłam.

Obiecałam rozdział jeszcze w tym tygodniu i dodaję teraz, bo jutro nie będzie mnie w domu,
a potem zaczynam szkołę, więc też nie będę miała czasu. Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem, komentujcie cały czas, bo to zależy od szybkości dodania nowego rozdziału.
Zapraszam do wpisywania się na listę INFORMOWANYCH



wtorek, 27 stycznia 2015

Nine

31 komentarzy:
Lexie Catalano

- Masz plany na czwartego? - spytał Justin, gdy jechaliśmy przez miasto. Pojawił się pod moim domem w równe południe, a jego samochód czekał na mnie. Mam wrażenie, jak gdyby unikał mojej rodziny lub całej ludzkości.

Wyglądał smakowicie, jak zawsze.

Miał na sobie lekkie, szare spodnie i jasną bluzkę. Czułam się niepewnie z jego butami Ferragamos.

Ja, z drugiej strony miałam na sobie małą, żółtą sukienkę od Macy. Doskonale, prawdopodobnie wyglądałam jak jego siostrzenica.

Niosłam ze sobą wielką, niechlujną torebkę, ponieważ Justin uparł się i przyniósł mi zabawki erotyczne. Boże, musiałam dowiedzieć się co ten facet robił dla życia. Ubrał się jak seks, podjechał najseksowniejszym samochodem, w jakim kiedykolwiek byłam i kupił mi zabawki erotyczne.

Poza tym, zaczynałam odczuwać dziwne odczucie ze spotkania z człowiekiem, który jest dla mnie obcy.

- Czwartego? - powiedziałam, próbując oderwać wzrok od jego wytatuowanego ramienia. - Nie sądzę. Szczerze mówiąc zapomniałam o czwartym lipca i o wszystkim innym na tym świecie, dzięki Justin. A co z tobą?

- Brak planów.

- Masz jakąś rodzinę w okolicy? - spytałam, obserwując jego twarz.

Justin nie oderwał wzroku od drogi. Nic nie zmieniło się w wyrazie jego twarzy.

- Nie, nie tutaj. Rodzeństwo na wschodnim wybrzeżu.

- Rodzeństwo? To fajnie. Dogadujecie się? Jest starsze czy młodsze?

Miałam dla niego milion pytań.

- To miejsce jest dobre - powiedział Justin. Koniec rozmowy.

Zatrzymaliśmy się nagle poza średniej wielkości budynkiem w rogu. Moje oczy zwróciły się w kierunku stylowego pomnika niedaleko schodów. To było kamienne skrzydło wystające znad niewielkiej fontanny.

Nie. Ma. Mowy

Spojrzałam na napis wygrawerowany powyżej drzwi.

The Granite Wing Agency*

- Justin, co my tu....

Nie słuchał mnie. Był kilka kroków dalej i wisiał na swoim telefonie. Usłyszałam śmiech.

- Tak - powiedział. Potem: - Dobrze, dobrze. Nie chcę porozumiewać się z twoim sekretarzem.

Po jakimś przekomarzaniu i lakonicznym śmiechu, Justin wsunął telefon do kieszeni. Wziął mnie za rękę i poprowadził w głąb budynku.

Czułam się nieswojo. Nie sądzę, że Justin słuchał, choć od czasu do czasu uśmiechał się do mnie. Czy to jego uśmiech sprawiał, że uginały mi się kolana czy świadomość, że byłam w budynku agencji, która reprezentuje J. Whispa?

- Justin, co my tutaj robimy? - zażądałam odpowiedzi.

Mój głos odbił się echem na całym holu. Justin zmarszczył brwi na mnie.

- Mówiłem, że mam kilka znajomości na mieście.

Poczułam jak kolory spływają z mojej twarzy.

Znajomości? Znajomości z zatrudnieniem? Tu i teraz?

- Nie, nie. nie. Jestem nieodpowiednio ubrana na tę chwilę - powiedziałam. - Proszę, idźmy...

Zaczęłam grzebać w mojej torbie. Czy jest coś, co mogłoby mi w tej chwili posłużyć za profesjonalizm? A może miałam broń dla samej siebie? Moja ręka zacisnęła się na fioletowym wibratorze i już prawie go wyciągnęłam, ukazując go tym samym całemu światu. Cholera! Kurwa! Kurwa! Kurwa!

- Wyluzuj - Justin mruknął.

- Justin, kurwa, jak mogę...

Usłyszałam stukanie obcasów na marmurowym lobby i spojrzałam w górę, aby zauważyć blond zbliżającą się kobietę. Ona i Justin uścisnęli sobie dłonie.

- Justin - powiedziała. Spojrzała na mnie, a ja zesztywniałam. Byłam paskudztwem obok Justina, a ona była gorącą laską.

Wyciągnęłam rękę.

- Lexie Ca...

- To jest Lexie - Justin powiedział za mnie. - Moja dobra znajoma, nowa w tym mieście. Spójrz Claud...

- O mój Boże, o mój Boże! On powiedział Claud! Claudia. To była Claudia Wing.

Wymienili między sobą spojrzenia, po czym zaśmiali się. Byli kochankami?

- Krótko mówiąc Claud, Lexie szuka pracy. Nie proszę cię o przenoszenie gór ani o żadne przysługi. Ona jest inteligentną dziewczyną. Możesz przeczytać jej CV - machnął ręką.

Mój Boże, ja prawie rozmawiałam z Claudią Wing, agentem literackim, który pożera dusze na śniadanie.

- Dotarło do ciebie to, co powiedziałem? Miej to na uwadze.

Moja ręka wisiała bezwładnie w powietrzu przez cały czas.

Claudia w końcu zrozumiała i uścisnęła go. Moje place były gniecione w uścisku.

- Hi Lexie - powiedziała. - Claudia Wing. Miło  cię poznać. Jak właśnie mówiłam Justinowi przez telefon, moja sekretarka ostatnio uciekła do Vegas i zadzwoniła, że odchodzi.

Oczy Claudii błyszczały. Nie chciałabym być taką sekretarką.

- Nic nie obiecuję, ale jeśli lubisz taką pracę jak mówił Justin, to jest ona już twoja. Jestem zwolenniczką opatrzności. Zapoznam się z twoim CV tak szybko jak to możliwe. Będziemy w kontakcie, Justin - ukłoniła się nam, po czym zniknęła. Zapach jej perfum krążył w moich nozdrzach.

Co do cholery... się właśnie stało?

Nie powiedziałam nawet jednego spójnego zdania podczas tej rozmowy, a dostałam ofertę pracy. Poprawiłam swoją torebkę na ramieniu.

Justin patrzył na mnie.

- Nie myśl o tym dużo - powiedział cicho. - Miałaby to gdzieś, gdybyś nie przyniosła swojego CV, ale praca odeszła by na dniach. I nie dziękuj mi. Ta kobieta to rekin. Nie będziesz miała czasu posadzić swoje tyłka.

Justin potargał moje włosy w słodkich geście, przez co podkreśliło się moje uczucie infantylizmu, po czym skierował się w stronę wyjścia.

Pobiegłam za nim, a moje japonki uderzały o podłogę.

- Kim ty jesteś? - powiedziałam, gdy weszliśmy do samochodu. - Czym się zajmujesz? Co to było?

Justin nie odpowiedział, dopóki nie usadowił się wygodnie w swoim samochodzie.

- Jestem biznesmenem - westchnął. - Możemy odpuścić sobie ten temat?

- Czy mam jakiś wybór?

Nie wiedziałam co mam czuć. Byłam zła na Justina, zła za tą całą zasadzkę z improwizowanym wywiadem, zła na siebie, że siedziałam cicho i byłam podniecona perspektywą tej całej pracy i za to, że zachwycałam się człowiekiem siedzącym obok mnie. Ugh, on był tak cholernie irytujący. Był też cholernie smakowity, tajemniczy i niecierpliwy.

W tej chwili Justin prowadził jak ponury żniwiarz.

- Teraz do mnie - powiedział i spojrzał przed siebie.

- Taki był plan, zanim zabrałeś mnie na spotkanie z jednym z moich bohaterów literackich.

- Mm. Wierzysz w te plotki o agencji?

- Czekaj. Oni reprezentują J. Whispa? Nie wiedziałam.

Justin uśmiechnął się.

- Mógłbym określić cię fanką, Lexie. Nie wierz w każdą historię, którą przeczytasz.

- Nie jestem fanką. Po prostu doceniam te książki. I to prawda, że autor ma prawo do prywatności.

Justin zamilkł na chwilę.

- Ona albo on. Prawdopodobnie ona.

- Takie seksistowskie.

Justin posłał mi jeden ze swoich uśmiechów, przez które topniałam.

Boże, czy ja traciłam głowę dla tego faceta?

Justin miał rozwlekłe mieszkanie na szczycie wieżowca w Denver. Powinnam się chyba domyślić. Pokoje były czyste, nowoczesne, surowo białe, jasne podłogi i wspaniałe dywany. Przeważały tu metalowe oprawy, wystrój wyglądał na oszczędny, ale gustowny. Poznałam oprawioną reprodukcję Johna Singera Sarget na ścianie.

Justin przechadzał się przez swoje pokoje. Za każdym razem, gdy nasze spojrzenia spotykały się, uśmiechałam się do niego. Wyglądał na zaniepokojonego. Dlaczego miałby się denerwować? Czy moja opinia była dla niego tak ważna?

- To miejsce jest piękne - powiedziałam. - Jest niesamowite. Nie mogę uwierzyć, że był tu kiedykolwiek bałagan.

- Och, była tu pokojówka - odpowiedział.

- Laurence! - zapiszczałam, kiedy zobaczyłam królika w salonie. Jego klatka była tak samo wypasiona jak i mieszkanie Justina. Była wykonana z pięknego drewna lakierowanego z małymi, złotymi gałkami.

- Twoja ukochana pani jest z powrotem - Justin zwrócił się do królika.

Oglądaliśmy jak Laurence skacze po mieszkaniu. Nie dotknął mnie jeszcze, ale wiedziałam, że to planuje. Myślę, że jego sypialnia była gdzieś tutaj w tym korytarzu.

Coś się stało? Napięcie i pragnienie ścisnęło mój żołądek.

Udaliśmy się do kuchni, Justin był za moimi plecami.

- Ładna - powiedziałam, po czym przejechałam ręką po blacie. Nawet kuchnia była nieskazitelna.

Czułam obecność Justina za sobą. Słyszałam, jak cicho oddycha. Moja skóra była rozdrażniona. Boże, jeśli on mnie wkrótce nie dot...

Wypuściłam powietrze, kiedy klatka piersiowa Justina docisnęła się do moich pleców. Przyparł mnie do wyspy kuchennej i ujął moje piersi od tyłu.

- Jesteś gotowa? - szepnął do mojego ucha.

- Tak - odpowiedziałam natychmiast, z pewnością siebie w głosie.

Byłam gotowa odkąd obudziłam się rano.

- Oprzyj się o ladę.

Zrobiłam tak jak powiedział, choć było mi niewygodnie. Lada wbijała się w mój brzuch, a Justin pchnął mną tak, że moje piersi były zgniecione.

Milczał, kiedy ścisnął moją sukienkę i zmarszczył ją w pasie. Myślałam, że mój różowy tyłek i moje stringi wydobędą od niego jakieś słowa, ale on nadal milczał.

Kurwa, zaczynałam się denerwować.

Justin pogładził ręką moje włosy. Moje grube loki opadały teraz na plecy. Wziął ich garść, po czym szarpnął nimi i zaczął dawać coraz szysze i mocniejsze klapsy mojemu tyłkowi.

- Justin! - wrzasnęłam. Ból był okropny. Próbowałam go odepchnąć, ale z ręką Justina w moich włosach i jego silnym ramieniem przed moimi plecami, nie mogłam nic zrobić.

Boże, nie mogłam uciec. I Boże, to było takie podniecające. Przypomniałam sobie, kiedy Justin mówił, że nie lubi być delikatny.

Nie miałam innego wyboru niż znieść to.

- Ach! Ach! Ach! - płakałam, kiedy on uderzał mnie coraz mocniej.

- Lexie! - w końcu warknął. - Posłuchaj siebie. Jesteś idealna.

Wsunął rękę pod moje stringi i zaczął pracować mocno swoim palcem. Byłam mokra.
5Mój były chłopak nigdy nie upokorzył mnie w taki sposób, tym bardziej nigdy nie był w stosunku do mnie taki brutalny, dlatego też nie wiedziałam, że tak mi się to spodoba.

- Och, Boże... - westchnęłam.

Jego palec pracował we mnie wściekle. Mój tyłek był gorący.

- Jesteś moją dziwką - powiedział, uderzając tym samym mnie ponownie. - Jesteś moja, Lexie. Zrobiłaś źle, że obciągnęłaś mi tamtej nocy, kiedy to ja chciałem pieprzyć ciebie. Dlatego jesteś teraz tak karana,

Jego palce na nowo zaczęły się we mnie poruszać. Skręcałam się z bólu i sapałam. Łzy prawie opuściły moje powieki.

- Wiem, że kochasz ssać mojego penisa Lexie, ale wsadzę go tam dopiero wtedy, kiedy będę tego chciał. Nie sprawiasz mi przyjemności, rozumiesz? 

Straciłam rachubę pomiędzy przyjemnością, a bólem. Byłam świadoma jego spodni na moim udzie i jego twardego kutasa. Zaśmiałam się, bo wiedziałam, że mój tyłek był rozpalony. Spytał jak się czuję i czy mam już dość. Powiedział, że moja cipka jest ciasna i potrzebuje pieprzenia.

To skończyło się nagle. Justin pociągnął mnie w swoje ramiona i zaczął mnie całować. Jego ręce masowały moje ciało, masując je tym samym.

- Boże - jęknął przez pocałunek. - Lexie, Boże. Chcesz tego? Poczuj to, co ze mną robisz.

Chwycił moją rękę i umieścił na swoimi fiucie. Moje palce owinęły się wokół niego.

Zbyt wiele nerwów straciłam na Justina. Chciałam tego, do cholery. Ufałam mu. Wiedziałam, że jeśli mu nie odpowiem, to nie zmusi mnie do tego.

Do czego?

Mój umysł zaszedł niepokojem.

- Zrób to - szepnęłam. - Zrób to, jestem twoja.

***

The Granite Wing Agency - nazwa własna agencji, w której pracuje Justin jako J. Whisp.


Rozdział krótki, ale łatwo się domyślić, że następny będzie ciekawy.
If you know, what I mean.

Dodaję te rozdziały tak szybko, bo mam teraz ferie i trochę czasu na tłumaczenie.
Jak zacznie się szkoła, mogą być długie przerwy dlatego teraz chcę wam to jakoś wynagrodzić.
Jeśli będzie fajna ilość komentarzy, to nowy rozdział pojawi się jeszcze przed następnym tygodniem.



piątek, 23 stycznia 2015

Eight

30 komentarzy:
Justin Bieber 

DOWODY LEXIE - APARTAMENT

1. Wygospodaruj czas (dzień)

2. Mrożonki (Claudia?)

3. Zdjęcia, albumy ze zdjęciami

4. Ubrania Clary i rzeczy pod prysznic

5. Dziewczyńskie rzeczy (zwłaszcza w łazience)

6. Moje książki

7. Moje dokumenty

Przeczytałem raz jeszcze moją listę.

Spojrzałem na telewizor.

Jakże niepokojąco. Moja lista wydawała się bardziej ważniejsza niż transmisja zamieszek w Brazylii, gdzie moja dziewczyna wybrała się na podróż.

Wiedziałem, że Clara była bezpieczna, cóż. Wysłała mi rano maila.

Na wypadek gdybyś się zastanawiał, choć wiem, że to robisz podczas całej mojej podróży po Ameryce Południowej (sarkazm), moi rodzice i ja są bezpieczni. Słyszeliśmy o zamieszkach w Florianopolis, ale jesteśmy daleko od tego. Zacznę dzwonić jeśli nie odpiszesz. Jak jedzenie? Buziaki, Clara.
Jej zagrożenie odnośnie dzwonienia było bardzo realne i bardzo groźne.

Nie mogłem mieć kontaktu z Clarą, gdy byłem z Lexie, a chciałem z nią być przez cały czas. Opuszczenie jej wczorajszego wieczora było dla mnie piekłem.

Podjechałem pod dom Lexie w ciszy, nieco oszołomiony - nigdy żadna  dziewczyna nie sprawiła, abym tak szybko doszedł i a bym tak szybko stał się twardy w jej ustach - i może jej śmiałość zdenerwowała mnie, ale podobało mi się. Nie chciałem niczego bardziej niż podrzucić Lexie do domu, skierować się do jej mieszkania, posadzić ją na blacie i dawać jej klapsy, dopóki by nie zaczęła płakać. I pieprzyć ją mocno, aby również doszła.

Cholera, ta dziewczyna przedostała się pod moją skórę.

Najgorsze było to, kiedy mogłem zobaczyć na twarzy Lexie rozczarowanie, gdy odwiozłem ją do domu. Próbowała to rozegrać, ale była gównianą aktorką. Ona mi po prostu obciągnęła.

Dlaczego postanowiłem tak nagle zakończyć tą noc? Dlaczego nie wezmę jej do siebie?

To pytanie było w jej oczach, to bolało.

Podziękowała za kolację.

Ledwo odpowiedziałem.

Mój umysł był prawie jak bańka.

Wziąłbym Lexie do siebie i co powiedział?

Mam dziewczynę! Kobieta tutaj przebywa! Spójrz, tampony!

Krok pierwszy: Wygospodaruj czas

Temat: Dynamite

Nadawca: Justin Drew Bieber

Data: 01 lipca 2013

Godzina: 08:15

Dzień dobry, Lexie

Mam dzisiaj dużo do zrobienia po pracy, więc jeśli się nie odezwę, to znasz powód.

Justin.


***

Wysłałem maila i zadzwoniłem do Claudii.

Krok drugi: Pozbądź się podejrzanej, oznaczonej żywności z lodówki

Byłoby ciężko wyrzucić jedzenie, a mimo wszystko nie jestem aż tak nieczułym gadem. Poczułem ukłucie winy, gdy pomyślałem o Clarze gotującej i oznaczającej moje posiłki.

Moje zachowanie błagało o pytanie czemu z nią nie zerwać? Zadzwoń do niej i nie cuduj. Zrób to dobrze. To musi się stać.

Ale jeszcze nie teraz.

Zadzwoniłem do mojej dziewczyny przez telefon, podczas gdy ona była na wakacjach. Czułem się źle zdradzając ją w tych samych okolicznościach...

Cholera, pomyślę o tym potem.

- Justin? - przerywany głos Claudii był na linii.

- Hej Claud - przechodziłem przez kuchnię. - Słuchaj, potrzebuję przysługi. Musisz coś wybrać.

- Masz nowe strony dla mnie?

Biedna Claudia, brzmiała śmiesznie i podekscytowanie. Uśmiechnąłem się do impasu z Tupperware w mojej lodówce. Claudia była jedyną osobą, którą mogłem o coś spytać. Dla niej byłem zwyczajnym J. Whisp'em, ekscentrycznym pisarzem.

- Nowe strony? - powiedziałem, zamykając zamrażalkę. - Hmm... nie bardzo.

Po tym jak Claudia wyszła, zostawiając trzy torby mrożonych posiłków, zacząłem przeczesywać moje mieszkanie i usuwać wszystkie rzeczy Clary.

Myślałem, że słuchanie hip-hopu odciągnie mnie od tego zadania, ale po "99 Problems" i "Heartless", rzuciłem gdzieś iPoda.

Wszystko poszło do wielkiej torby: zdjęcia Clary, wszystkie moje albumy ze zdjęciami, jej maszynki, kosmetyki, szampony, inne prysznicowe rzeczy, biżuteria, jej ubrania, moje książki, rękopisy, zbiory dokumentów dotyczących opłat licencyjnych i umów filmowych. Cholera, wrzuciłem tam nawet duperele podatkowe. Tak, bo Lexie z pewnością będzie grzebać w mojej szafie. Popadałem w paranoję.

Zamknąłem te rzeczy w bagażniku mojego Lincolna.

Cholera, czułem się jak gangster ukrywający zwłoki. To już było poważnie popieprzone. Kolejna fala winy dotknęła mnie, gdy tylko wróciłem do mieszkania.

Czułem, jak gdybym musiał iść przebiec z dobre dziesięć mil, aby się lekko uspokoić. I również nie mam nic do jedzenia, nie licząc tych puszek z zupą, makaronów czy kaszy. Niesamowicie.

Była 19:00.

Cały dzień zajęło mi, aby przekształcić moje mieszkanie w czysty teren, a to wszystko sprawiło, że czułem się brudny i pusty. Plus, brakowało mi Lexie. Brakowało mi jej głosu, zapachu jej szamponu. Brakowało mi jej otwartych ud. Brakowało mi jej rumieńców, jej mokrej cipki...

Sprawdziłem maila.

Wysłała wiadomość z naszą historią wczoraj, nic nowego.

Dodałem kilka dodatkowych akapitów do The Surrogate. Były one delikatne w porównaniu do moich fantazji z Lexie.

Mogłem do niej zadzwonić, ale ja już i tak olewam ją praktycznie cały dzień. Poza tym, nie chcę wyjść na jakiegoś nieudacznika bez życia.

Czy byłem frajerem bez życia? Musiałem umówić się z moim psychiatrą. On zawsze pomagał stanąć mi na nogi i był także jednym z niewielu, który wiedział, że Justin Bieber to J. Whisp.

Nie oszczędzał mi ostrej prawdy. Po prostu był pewien czas, w którym wolałem nie słyszeć nic złego na temat Lexie.

Wiedziałem już, że ceną przyjemności jest ogromny ból.

Wiedziałem, że to coś z Lexie prędzej czy później uderzy o ziemię i ona będzie cierpieć. Boże, pomóż mi. Nie jestem w stanie chronić jej od moich własnych, egoistycznych wybryków.

Wreszcie moje myśli były zbyt natarczywe. Wziąłem prysznic i przygotowałem się na randkę z moją dłonią i biednym szkicem Lexie. Kiedy usiadłem w fotelu, zauważyłem dwa nieodebrane połączenia.

Oba od niej.

Wciągnąłem na siebie parę bokserek i oddzwoniłem do niej.

- Justin?

- Hej - uśmiechnąłem się mimowolnie na dźwięk jej głosu. Mój fiut również się poderwał. Idealnie, po prostu nazwijcie mnie psem Pawłowa*. - Dzwoniłaś?

- Tak. Justina, ja...

Może dlatego, że miałem właśnie głębsze rozmyślanie nad moją dziewczyną, poczułem nagłą obawę strachu.

- No dalej - powiedziałem cicho.

- Cóż, na początku, jesteś zajęty? Wiem, że mówiłeś, że będziesz zajęty. Nie chcę ci...

- Nie! Nie! - moje wilgotne włosy rozwiały się. - Po prostu skończyłem swoje obowiązki wcześniej, niż myślałem. Jestem w domu sam na sam z moim kutasem.

Dobra, może źle to ująłem.

- Och - Lexie brzmiała jakby nie wiedziała o czym mówię. - Jeśli będziesz się nudził, możesz po prostu do mnie zadzwonić.

- Hm? Nie, um... mam rzeczy do zrobienia.

- Więc musisz iść?

- Nie! - rany, zacząłem się denerwować. Jestem chyba na szczycie listy największych kłamczuchów. - Proszę, po prostu... porozmawiajmy - jęknąłem.

- Okej. Okej, więc - Lexie wypuściła drżący oddech. - Czy ja popełniłam jakiś znaczący błąd wieczorem? W tym klubie?

- Co? - opadem na kanapę w szoku. - Boże, nie. Nie.

- Nie?

- Nie! Nie, nie, nie. Podobało mi się, Lexie! Kurwa, nie myślałem o niczym innym niż powtórce tego z tobą - zaśmiałem się. - Mm, prawie zaprosiłem cię do siebie tego wieczora, ale moje mieszkanie było zbyt... brudne - kolejne kłamstwo do kolekcji. Prawdopodobnie mam najczystszy apartament w Denver. - Nie chcę, abyś zobaczyła niechlujną stronę Justina.

- Myślałam, że już widziałam niechlujną stronę Justina - Lexie zachichotała. Jej ulga była namacalna. Śmiałem się z nią. Może moja ulga także była namacalna.

- Boże, mały ptaszku. Zaufaj mi, twoje usta na moim kutasie, Boże, cholera...

Zamarłem. Mój fiut zaangażował się już w tą rozmowę.

- Dobrze - Lexie powiedziała. - Więc następna rzecz, Justin. Nie mogę... tego zaakceptować.

Odchrząknęła. Usłyszałem zamykane drzwi.

- Chodzi mi o to, mój Boże. Byłam online, więc wiem ile to kosztuje. Jesteś szalony? Będziemy musieli dowiedzieć się...

Lexie jąkała się na temat pieniędzy i płacenia za mnie.

Akceptacja tego? Ile to kosztuje?

Wtedy przypomniałem sobie. Zabawki LEGO. Zerwałem się i zacząłem chodzić po moim salonie z podnieceniem. Laurence nastawił uszy w moim kierunku.

- Przyszło? Idealnie.

- Tak jak powiedziałam, nie mogę...

- Dobrze, dobrze. Przechodziłem przez piekło podczas nocy. Otworzyłeś je?

- Tak. Czy ty mnie słuchasz?

- Tak. Uh, dlaczego?

- Dobra. Okej. Wejdź na swojego laptopa. Pogadamy na Skype.

- Justin.

Zakończyłem połączenie. Wszedłem do biura.

Lexie była już zalogowana. Zaczęliśmy rozmowę wideo.

Siedziała na łóżku z plecami opartymi o jego zagłowię. Uśmiechnęła się, gdy mnie zobaczyła.

- Jesteś goły? - zaśmiała się.

- Co? Nie. Bez koszulki - skrzywiłem się na siebie.

- Żądam dowodu.

Przewróciłem oczami. Odpaliłem VodBurner*, aby nagrywać naszą rozmowę.

- Myślę, że wypiłaś za dużo kieliszków zeszłej nocy, Lexie. Ale chyba nie myślisz, że jesteś jakimś zboczeńcem - skierowałem kamerę na dół, na moje kolana. Miałem na sobie jasną parę bokserek Etiquette.  - Proszę bardzo. Mam trzymać kamerkę pod tym kątem? Oczywiście musisz zapłacić, aby podziwiać tą sztukę...

- Justin! - Lexie zrobiła się czerwona. Uśmiechnąłem się i naprawiłem kamerkę.

Mogłem chwycić swojego laptopa i usadowić się bardziej komfortowo, ale mój pulpit był już uruchomiony, a poza tym czułem się niepewnie.

- Pozwól mi zobaczyć twój pokój - powiedziałem.

Lexie podniosła swojego laptopa, dając mi szybki wgląd na jej cztery ściany.

- Podoba mi się to, co zrobiłaś z tym miejscem.

- Już tak było - mruknęłam, po czym ustawiła laptopa w tej samej pozycji. - Miałam zerowy czas na rozpakowanie. Jakiś facet mnie ciągle rozprasza.

- Co za ciota - powiedziałem. - On naprawdę powinien dać ci trochę czasu, abyś mogła udekorować tą piękną jaskinię. Może powinien pomóc ci uwić własne gniazdko...

- Nie, nie powinieneś! - Lexie krzyknęła do monitora, po czym się zaśmiała. Boże, tak dobrze mi się z nią rozmawia. Na pewno nie ma na sobie stanika. Kiedy pochyliła się bliżej, mogłem zobaczyć jej sutki.

Mój kutas drgnął.

- Może powinnaś założyć słuchawki, jeśli ktoś ma słuchać - powiedziałem. - Mam zamiar mówić o twoich pięknych cycuszkach.

- Oh, tak... zaraz wrócę - Lexie zniknęła gdzieś.

Pobiegłem do łazienki, wziąłem wazelinę i wróciłem z nią. Pojawiła się z wielogabarytowym zestawem do słuchania. Nadal miała na sobie rumieńce.

- Nie oceniaj mnie - powiedziała, podłączając kable do gniazdka i zakładając słuchawki. - Lubiłam sobie pograć.

- Nie, są idealne - powiedziałem.

Były idealne, nawet jeśli wyglądały trochę głupio. Z mikrofonem przy jej ustach, będę w stanie usłyszeć każdy hałas, który zrobi.

- Nie masz na sobie stanika, prawda Lexie? Widzę sutki. Są twarde. Masz zamknięte drzwi? Pokaż mi swoje cycki, tylko jednego. Trzymaj go.

- Są zamknięte - Lexie szepnęła.

- Twoje piersi - spytałem.

Słyszałem jej drżący oddech.

- Racja, przepraszam - zsunęła cienkie ramiączko swojej bluzki, ukazując dekolt, po czym jedną z jej piersi. Opadała na dół i usłyszałem westchnienie.

- Mm, podoba ci się to? - zacząłem pocierać mojego kutasa w bokserkach. - Wypuścisz je? Wiem, że są ciężkie. Kochasz, gdy je unoszę i ściskam, prawda? Pokaż mi drugą, zatrzęś nimi dla mnie.

Rumieniec Lexie pociągnął się od dołu szyi do klatki piersiowej. Opuściła drugą stronę swojej bluzki. Zacisnąłem zęby z jękiem. Jej ciemne loki opadały bezwładnie wokół jej kształtnych piersi. Przekręciła się na bok. Ten ruch sprawił, że jej piersi obiły się o siebie i zakołysały.

- Mm, kurwa - syknąłem. - Dobrze, kochanie. Kurwa. Dokładnie tak będą się kołysać i obijać o siebie, gdy będę cię rżnął. To tylko sprawia, że mam ochotę pieprzyć cię mocniej. Czy robisz się już dla mnie mokra?

- Tak - szepnęła, a jej powieki zatrzepotały.

- Pozwól mi zobaczyć twoje zabawki.

Lexie wciągnęła na kolana dwie czarne skrzynki. Pokazywała mi je pojedynczo.

Zobaczyłem jej duży, wodoodporny w kolorze śliwkowym wibrator, największy, jaki LELO sprzedaje oraz mały symulator do łechtaczki. Kiedy pokazywała mi wibrator, przejechała po nim palcem.

- Podoba ci się? - spytałem.

- Justin, czuję się niekomfortowo. Ja nawet nie wiem jak poczuć ten luksus. Aha, on ma dodatkowo jakieś śmieszne ustawienia prędkości. A to maleństwo? Jego drgania są silne!

Rumieniec Lexie pociemniał. Sięgnąłem do moich bokserek zadowolony, że nie zobaczy tego, co właśnie robię.

- Więc, bawiłaś się już z nimi?

- Nie! Znaczy nie aż tak. Testowałam prędkość.

- Dobrze. Skorzystasz z nich teraz po raz pierwszy podczas rozmowy ze mną. Zniesiesz to, Lexie. Są twoje, ale mi również dadzą wiele przyjemności. Ustaw laptopa tak, abym widział twoją cipkę. Wynoś się z tymi majtkami i spodenkami. Pozwól mi ją podziwiać.

Podczas gdy Lexie była zajęta pozycjonowaniem laptopa oraz pozbywaniem się swoich szortów i majtek, zsunąłem swoje bokserki i nałożyłem nieco wazeliny na swoje dłonie. Spojrzałem na mojego fiuta. Stał twardo ze mną. Dziewięć gładkich, grubych cali (ok. 23 cm) za które nie dziękowałem Bogu zbyt często. Napiąłem się, kiedy zimna wazelina weszła ze mną w kontakt.

Na ekranie obserwowałem jak Lexie starała się ustawić swojego laptopa. Rozłożyła nogi, dając mi idealny wgląd na jej różową jak róża cipkę.

- Cholera - wyszeptałem. - Popatrz jak mokra jesteś. Jesteś wspaniałą dziwką. Uwielbiam kolor twojej cipki.

Usłyszałem jak Lexie cicho jęczy, po czym lekko złączyła swoje nogi.

- Rozłóż je - rzuciłem. - Rozłóż je dla mnie. Jesteś zakłopotana? Jesteś zakłopotana, bo patrzę na najbardziej prywatną część twojego ciała? Boże, popatrz na to, Lexie.

- Tak - przyznała cicho.

- I ty też to lubisz. Lubisz, kiedy jestem dla ciebie plugawy. Podoba ci się, kiedy cię zawstydzam.

- Tak.

Zaśmiałem się. Kochałem ją.

Z dreszczem na ciele przypomniałem sobie, że nagrywam całą rozmowę na wideo.

- Wślizgnij wibrator w swoje ciasne ciało, Lexie. Pracuj nim. Nie używaj lubrykantu. Nie jest ci potrzebny, jesteś już mokra. Włącz go.

Pogłaskałem mojego fiuta, masując tym samym mój worek, w czasie gdy Lexie wpychała zabawkę do swojej kobiecości. Patrzyłem jak jej usta rozprzestrzeniają się wokół niego.

- N-nie... zbyt duży - mruknęła.

- Wsadź go - warknąłem. - Mam większego niż on i będzie cię pieprzył jutro. Zrób to.

- Och, Justin, Justin...

Zmusiłem się zrobić sobie dobrze. Mogłem dojść patrząc jak Lexie wije się pod wibratorem. Trzymała go, po czym wsunęła go i zaczęła posuwać głębiej.

- Spójrz na siebie, pieprzysz się z nim. Dziewczynka i jej zabawki... - uśmiechnąłem się. Dobrze było być mi takim okrutnym i wyśmiewać się z niej. - Szybciej Lexie. Czego potrzebujesz, aby dojść? Czegoś w środku czy czegoś na twojej cipce?

Wsadziła wibrator głębiej, odwróciła się i zaczęła się z nim pieprzyć.

- Ohh... - jęknęła. - O-o... oba, potrzebuję obu...

- Ach, Boże - pozwoliłem sobie zajęczeć. - Robisz to dla mnie tak dobrze, Lexie. To jest dobre. Wiedziałem, że będziesz chciała obu. Kochasz mojego penisa wewnątrz siebie, prawda? Potrzebujesz tego.

- Tak, Boże, tak - wydyszała.

- Lexie, kochanie. Przecież możesz dla mnie łatwo dojść. Użyj innej zabawki na swojej cipce. Chcę dać ci lekcję. Chciałem pieprzyć cię w Dynamite Club, a ty mi obciągnęłaś, ty zdzirowata dziewczynko. Nie możesz się doczekać, żeby wziąć mojego kutasa do swojej buzi?

Nie mogłem powstrzymać tej brudnej gadki, która ze mnie wychodziła. Cholera, byłem naprawdę zdesperowany. Wiedziałem, że podniecenie działa na mnie jak narkotyk. Przenosiło moje ciało i umysł na inny poziom.

- Pozwól mi zobaczyć - Lexie powiedziała, kiedy wibrator nadal był w niej. Dołożyła małą zabawkę na swoją cipkę, przy której zwiększyła prędkość.

Zaczęła ciężko oddychać i wić się. Nie mogłem oderwać oczu od wibratora zaciśniętego w jej cipce.

- Proszę - wychrypiała. Bawiła się swoją zabawką.

- Chcesz zobaczyć mojego fiuta, Lexie? Spójrz na siebie, bawisz się z zabawkami, ale mimo wszystko chcesz mnie w środku ciebie?

- Och, tak, proszę, tak.

Moja ręka pracowała wściekle. Chciałem poczekać na Lexie, ale nie wiem jak długo wytrzymam.

- Spójrz co ze mną robisz - dyszała. Czułem to, jak Lexie jest zawstydzona. To było takie intymne, aby pokazać jej jak robię sobie przyjemność.

- Justin, kurwa - Lexie jęknęła. - Dochodzę, Boże, Boże...

Po tych słowach zesztywniałem na krześle i szybko zdążyłem chwycić chusteczki, aby w nie dojść. Jansa cholera, czy mój kutas doprowadził Lexie do tego? Jako przyjemną torturę obserwowałem jak jej cipka tryska wokół sprzęgła zabawki.

Co za niesamowity orgazm.

Śmialiśmy się po tym jak wszystko wyczyściliśmy i uspokoiliśmy się.

Przestałem nagrywać naszą rozmowę na wideo i naciągnąłem swoje bokserki. Lexie leniuchowała na swoim brzuchu, podpierając się na łokciach. Nie potrudziła się, aby poprawić swoją bluzkę. Jej biust leżał na kołdrze. To było piękne, aby widzieć ją tak zrelaksowaną. Chciałem, aby była w moim łóżku.

- Hej - powiedziałem, uśmiechając się.

- Cześć - Lexie uśmiechnęła się. Była boginią mając na sobie jedynie okulary. - Więc Justin, jak się jutro zobaczmy?

- U mnie - powiedziałem. - Jeśli chcesz zobaczyć jak mieszkam.

- Chciałabym.

- Dobrze. Nie będziesz zajęta?

- Jestem pewna, że będę musiała pomóc mamie, ale to nie zajmie długo. Powinnam też spędzić trochę czasu na szukanie prawdziwej pracy.

- Wezmę sobie dzień. Będę po ciebie koło południa. Będziesz wtedy wolna?

- Powinnam być.

- Dobrze, Lexie. Myślałaś kiedykolwiek o karierze w wydawnictwie?

- Serio? - zaśmiała się i potargała swoje włosy. Ich najdłuższe pasma sięgały do połowy pleców. Chciałem ciągnąć te ciemne kudły, podczas gdy dawałabym jej klapsy. - To byłaby moja wymarzona praca, ale trudno się tam dostać. Nie mogę sobie pozwolić na niepełny staż w tej chwili.

Zrobiłem pauzę, zanim zacząłem mówić.

- Mm. Będę o tym pamiętać. Mam parę znajomości na mieście.

- Justin, jeśli nie przestaniesz robić mi przysług, to zacznę się czuć jak utrzymywana kobieta.

- Hej, podoba mi się to. Będziesz przywiązana do mojego łóżka i będziesz ssała mnie, gdy zgłodniejesz. Co o tym myślisz?

- Dałabym ci klapsa, gdybym mogła - powiedziała, po czym stłumiła ziewnięcie. Kurwa, była ukochana. - Ej, Justin, zrobisz mi przysługę?

- Cokolwiek.

- To jest bardzo proste, po prostu za mną powtórz. "Miło mi z tobą rozmawiać, do zobaczenia juto,  Lexie. Dobranoc."

Popatrzyłem na nią z niedowierzaniem.

- Nie patrz tak na mnie. Próbuję nauczyć cię tej tajemniczej umiejętności, której ci chyba jako jedynej brakuje. To się nazywa "Jak Się Pożegnać."

Uśmiechnąłem się i potarłem kark.

- Na co się tak uśmiechasz? - powiedziała.

- Nie chcę - powiedziałem.

- Co? Nie chcesz czego?

- Nie chcę nauczyć się jak się żegnać.

Zamknąłem Skype'a i zamknąłem oczy oddając się ciemności mojego mieszkania.


***

* Pies Pawłowa - Określenie kogoś, kto szybko się od czegoś uzależnia; w tym przypadku Justin od Lexie.
*VodBurner - program do nagrywania rozmów wideo.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


wtorek, 20 stycznia 2015

Seven

21 komentarzy:
Lexie Catalano

Skrzywiłam się na listę, którą miałam przygotować dla mojej matki.

Rany, ona nie żartowała o powierzeniu mi niektórych jej prac, ale czy mam coś do powiedzenia? Najwyraźniej nie. Mogłam wybrać lepszy dzień.

Spałabym do 14 i obudziłabym się podniecona. Pamiętałam fragmenty swojego snu - silne ramiona Justina przyciągały mnie do niego, jego głowa przylegała do mojej cipki- i przez chwilę pomyślałam, że może śniłam całą noc. Ale nie śniłam. Czułam ból w plecach i kończynach dzięki seksowi w samochodzie Justina.

 - Dzień dobry słoneczko ! - Abby i Matt grali na PS3. Dziewczyna rzuciła swoim joistickiem.  - Zamierzasz mi powiedzieć czy już przeleciałaś to ciasteczko? Bo jeżeli jest tylko przyjacielem to naprawdę chciałabym dostać jego numer.

Spojrzałam na nią. Myśl o Justinie z moją siostrą, myśl o Justinie z kimkolwiek innym powodowała, że moje dłonie formowały się w pięści. Abby nie była w typie Justina. Abby była zbyt szorstka, a Justin był zbyt apodyktyczny. Przyglądając się ich porannej rozmowie, czułam się jakbym oglądała walkę w klatce.

- On jest mój - ogłosiłam. - Hm, w pewnym sensie. Również jest od ciebie o siedem lat starszy.

- Ej, w każdym z nas jest coś z ogiera* - Abby powiedziała.

Okej, zapomniałam o PS3 I Xboxie 360 w piwnicy. Tyle prywatności. Na pewno nie przyprowadzę Justina do mojego pokoju. Nie dla... nie dla seksu, oczywiście.

Czułam mrowienie i drżenie na swojej skórze, kiedy robiłam kawę. Nie dla seksu, kogo ja oszukuję? Mogłabym go pieprzyć w schowku na płaszcze.

Myślami wróciłam do wszystkich miejsc, w których mógłby mnie dotknąć. Mój tyłek, moje piersi, moja cipka. Boże, kochałam sposób w jaki się ze mną obchodził, jak gdyby miał prawo do mojego ciała. Jakbym była jego. Bardzo podobał mi się jego głos. Domagający, dyktujący, poniżający i w końcu zdesperowany.

To chyba moja ulubiona część - doprowadzenie Justina do szaleństwa.

Muszę dojść. Kochanie, muszę dojść. 

Chciałabym mieć nad nim kobiecą władzę.

Szkoda, że w jego obecności stawałam się mięczakiem. Muszę nad tym popracować.

Przeniosłam się do biura.

Tata musiał rozpakować i podłączyć mój komputer zanim wyszedł do pracy. Zmarszczyłam brwi, kiedy go zobaczyłam. Najpierw moje łóżko, teraz komputer. Musiałam wziąć się za rozpakowywanie, zanim tata zrobi to wszystko za mnie.

Musiałam pokazać moim rodzicom, że mam zamiar być wydajna. Innym słowem, musiałam być przydatna w domu, muszę zacząć szukać pracy, a nie pchać się do pierwszych, gównianych związków, które są na mojej drodze.

Więc... wypady na drinki, przebywanie całą noc poza domem i spanie do 14 w południe było niesamowitym początkiem lata. Ech.

Moja mama pracowała na półetatu jako pielęgniarka w niepełnym wymiarze godzin wykonując transkrypcje, a mimo wszystko spłacała pożyczki ze swojego pielęgniarskiego tytułu.

Może kiedy chciała za mnie płacić, powinnam odrzucić jej pieniądze.

Zastanawiam się jak długo będę w stanie tankować mój samochód i płacić za jedzenie mając jedynie siedemset dolarów na koncie. I co mam zamiar zrobić z ubezpieczeniem?

Dwie godziny zajęło mi wykonanie prostego zadania, które zleciła mi mama.

Za dużo marzenia.

Otworzyłam swojego maila i uśmiechnęłam się jak idiotka. Teraz mogłam napisać kolejny rozdział mojej historii z Justinem. Boże, brakowało mi tego.

Lana i Cal rozbili obóz nad rzeką, w samym środku pustkowia. Może było to marzeniem z mojej strony, ale myślę, że mogłabym czuć napięcie seksualne pomiędzy naszymi bohaterami. Czy to dziwne jeśli wydobędę trochę sprośnej strony Justina?

Przypomniał mi się moment, kiedy Justin patrzył na mnie, gdy leżałam na kocu i szczerzyłam się w jego stronę. Wyglądał na spragnionego seksu. Spragnionego mnie.

Nagle w biurze zrobiło się gorąco. Cholera.

Zaczęłam pisać.

Przeniosłam Lanę i Cala do kempingu - dosiedliśmy konie, rozpaliliśmy ogień, a następnie skupiłam się na Lanie. Była obolała po jeździe i umorusana przydrożnym pyłem. Rzeka wyglądała fajnie i była ciemna. Rozpakowała kostkę mydła i zaczęła się myć tak dyskretnie, jak to możliwe.

Po tym jak weszła do rzeki i spojrzała na nowo na Cala, wysłałam parę akapitów do Justina. Mail od Justina przyszedł prawie automatycznie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, kiedy zobaczyłam, że użył innego konta mailowego.

Temat: Mroźne Portki

Nadawca: Justin Drew Bieber

Data: Poniedziałek, 01 lipca 2013

Godzina: 17:32

Witaj Lexie.

Zjemy kolację w 8ish. Zabiorę cię o dziewiętnastej. Muszę być w tobie.

Justin.

***

Zadrżałam na krześle biurowym. Kurwa. Znowu to zrobił. Jego seksowna, szalona szczerość.

Zegnij kolana i podeprzyj się dłońmi. Zamierzam wziąć cię od tyłu.

Powinno irytować mnie to, że nie było kulturalnego zaproszenia. Czułam zawroty głowy. Mogę zobaczyć Justina ponownie. Mogę być pewna, że jest on prawdziwy oraz, że to wszystko dzieje się mi.

Może tym razem powinnam zachowywać się jak mądra kobieta, pewna siebie kobieta, a nie rumienić się na wspomnienia ostatniej nocy.

Spędziłam następne półtorej godziny na szykowaniu się. Rozpakowałam kilka pudełek z ubraniami, wzięłam prysznic, ogoliłam się, pożyczyłam niektóre perfumy mojej siostry, nałożyłam makijaż, a następnie założyłam krótką, niebieską sukienkę bez ramiączek. Pod spodem miałam szary push-up z kremowym wykończeniem, pasującym do moich stringów. W ostatniej chwili założyłam kolczyki i srebrną bransoletkę.

Justin przyjechał punktualnie o dziewiętnastej. Zerknęłam na niego przez przednią szybę. Stał oparty o swój samochód, wyglądał na znudzonego.

Ja. Pierdolę.

Miał na sobie jasnoszare spodnie i śnieżnobiałą koszulę. Jego dzikie włosy były mokre i zaczesane do tyłu. Tak jak go nauczyłam, spojrzał na zegarek, a potem uśmiechnął się w stronę domu.

Kurwa! Spojrzał prosto na mnie!

Kiedy wyszłam mu na spotkanie, zauważyłam, że jego zarozumiały uśmieszek lekko opadł. Być może. Trudno było powiedzieć. Justin przybył tu z dwoma uśmieszkami: jeden był życzliwy, a drugi pożądliwy. Och, jestem w stu procentach pewna, że jest z siebie zadowolony. Drań.

Justin zaczął iść w moją stronę. Myślałam, że złapie mnie i zacznie od nowa po omacku dotykać mojej dupy. Chciałam tego, nawet jeśli Abby obserwowała nas ze swojego okna. Justin wyglądał smakowicie w swoich ciuchach.

Zamiast tego, objął mnie i pocałował w policzek. Powietrze wydobyło się z moich ust. O mój panie, sposób w jaki jego koszula była schowana w jego spodnie, ukazując jego wykończenie bioder. Wyłapałam trochę zapachu wody kolońskiej.

Gdy otworzył mi drzwi od swojego samochodu, prawie tam wpadłam. Déjà vu.

- Jest miejsce w Boulder, które lubię - powiedział Justin, gdy ruszył. Patrzył przed siebie, poważny, bez uśmiechu. Całkowite przeciwieństwo człowieka, z którym przebywałam większość nocy na prerii. - The Number Nine. Świetne jedzenie. Nienawidzę formalnych rzeczy, ale co tam.

Zmarszczyłam brwi.

- Więc co, robisz to tylko dla mnie?

- Oczywiście. - zerknął na iPhone'a. - Pomyślałem, że polubisz to jedzenie.

- Cóż za rodzaj gówna, Justin - rzuciłam.

- Słucham? - przewijał po stacjach Pandory i prowadził samochód ze zbyt szybką prędkością, zapominając o uwadze. Nawet na mnie nie patrzył.

- Nie jestem jakąś dziewczyną-idiotką, którą najpierw trzeba zabrać na obiad, aby potem pieprzyć. Boże, przykro mi, że będziesz się męczył na kolacji ze mną.

Justin zachichotał. Co za kutas.

- Lexie, lubię jedzenie - skupił się na muzyce. Rozpoznałam The Lumineers. Oczywiście ten osioł ma wielki gust muzyczny. - I lubię jeść z tobą, ale miałem na myśli formalne rzeczy... przestań mnie niepokoić, dobrze? Nie martw się. Zrobimy coś, co nas będzie potem cieszyć.

Sięgnął po moją dłoń. Trzymałam ją przeciśniętą do swoich kolan przez trzy sekundy.

- Uwielbiam, gdy jesteś zadziorna - Justin mruknął. Zabrał rękę z moich kolan i docisnął ją do moich ud. O Boże, o Boże, nie ponownie. - Wyglądasz niesamowicie, Lexie. Wiem, że założyć tą sukienkę po to, aby cię potem pieprzyć. Dostarczę ci to, nie martw. Powstrzymałem się ostatniej nocy, ale nie teraz. Źle zrobiłaś zakładając to. Uwielbiam to.

Justin przesunął rękę bliżej swojego kutasa i zatrzymał ją tam. Patrzył na drogę z kamiennym wyrazem twarzy. Wyciągnął rękę i ścisnął jedną z moich piersi, jego palce wślizgnęły się do mojego dekoltu. Gorąco uderzyło mnie od stóp do głów.

- Justin - pisnęłam. Mijały nas samochody i na pewno widziały rękę Justina na moich piersiach.

- Co? To jest to, co chcesz, Lexie. Nie próbuj zaprzeczać. Chcesz być dotykana. Bawię cię, mały ptaszku. Boże, kocham twoje ciało. - poprawił się w fotelu. Muzyka zdawała się wywołać u niego zaniepokojenie. Zabrał swoją rękę tylko po to, aby ponownie jak gdyby nigdy nic dotknąć na nowo moich piersi i wślizgnąć palce w mój dekolt.

Większość drogi do Boulder minęła nam właśnie tak. Kiedy próbowałam celowo zbliżyć swoje palce do jego kutasa, odgarniał moje dłonie, denerwując mnie tym. Powiedział, że nie był zaskoczony tym, że chciałam dotknąć jego fiuta. Wepchnął dłonie pod mój stanik, szczypał i wykręcał moje sutki.

- N-nie... - dyszałam, próbując go zatrzymać. Dlaczego? I tak byłam już napalona. Zaczęłam się martwić, że zostawię mokrą plamę na mojej sukience.

- Wszystko w porządku, kochanie, wszystko w porządku - uspokoił mnie. - Nie walcz z tym. Mam zamiar cię dzisiaj mocno zerżnąć. Po prostu o tym pomyśl.

Zamknęłam swoje oczy. Mój sutek szybko stał się twardy, kiedy Justin bawił się nim i szczypał go.

Byłam oszołomiona do czasu, gdy zaparkowaliśmy i udaliśmy się do restauracji. Nie mogłam zrozumieć jak Justin był w stanie zachować zimną krew. Kurwa, chciałam go dziś szalenie ujeżdżać. Co się stało z moją kobiecą mocą?

Przynajmniej nie mógł drażnić mnie w restauracji. Chciałabym wykorzystać ten czas, aby móc się skupić.

The No. 9 było małe i słabo oświetlone, ale od razu mogę powiedzieć, że było tu szalenie drogo. Justin miał rezerwację.

Kiedy usiedliśmy, uśmiechnął się i trącił mnie nogą pod stołem.

- Jesteś taki pewny siebie. Skąd wiesz, że zgadzam się z tobą pójść?

- Och, nie - powiedział. Jego oczy studiowały menu. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki patrzył na to wygłodniałym wzrokiem.

Chciałam być centrum jego zainteresowania.

Cholera. Czy ja się zakochuję w nieznajomym? To nie było zgodne z moimi planami na lato.

Westchnął i zamknął menu.

- Jeśli powiesz nie, przypuszczam, że będę musiał przyprowadzić Laurencego.

Parsknęłam śmiechem.

- Co, nie masz żadnych przyjaciół?

- Niezbyt - powiedział. Nagle nasze spojrzenia spotkały się... i było mi przykro z jego powodu. Moje serce ścisnęło się. Kim do cholery był ten niesamowity facet, który żył samotnie z królikiem i pisał historie z nieznajomymi w internecie?

Najtańszy posiłek w tej restauracji wynosił trzydzieści dolarów i właśnie na to miałam oko. Justin miał inne plany. Justin złożył zamówienie kelnerowi, zanim zdążyłam otworzyć usta.

- Ona chce smażone przegrzebki i szklankę waszego najlepszego białego wina. Ja poproszę roladę, colę i stek - uśmiechnął się do mnie. - Będziemy handlować jeśli nie lubisz owoców morza. Białe wino będzie dobrze smakować z przegrzebkami, uwierz mi.

- Uwielbiam owoce morze. Nie chcesz się napić?

- Rzuciłem to pięć lat temu - powiedział niedbale.

Bóg seksu jest również abstynentem. Schowałam te informacje do pliku "Justin".

Nasze jedzenie przybyło i było to dzieło sztuki. Moje było kopalnią przegrzebek z szarlotką i sosem maślanym. Justina stek nadziany był szpinakiem. Podzieliliśmy się. Smak był niesamowity. Justin miał rację. Białe wino idealnie uzupełniło mój posiłek.

Wino podchmieliło mnie lekko i rozpłynęłam się pod urokiem Justina. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się z niego i naszej ostatniej wspólnej nocy.

Kelner wrócił, aby dać nam rachunek.

Upierałam się, że zapłacę za część posiłków, choć miałam straszne przeczucia co do kosztów, ale Justin uśmiechnął się, gdy tylko o tym wspomniałam.

- Innym razem, Lexie - i zapłacił.

Jak do diabła ja za tym tęskniłam? Ugh, ten seksowny uśmiech Justina, właśnie tak.

Wziął mnie za rękę, po czym opuściliśmy restaurację i przechadzaliśmy się Pearl Street.

Jego oczy skupione były na  sklepach. Czasami się do mnie uśmiechał. Cholerna różnica wysokości. Dobrze, że kocham wysokich mężczyzn.

Zauważyłam, że ludzie na nas patrzą. Och... oczywiście, że wyglądaliśmy jak para. Ładna para, mam nadzieję. Czułam się przyćmiona przez urodę mężczyzny u mojego boku.

Justin zatrzymał się.

Podążałam za jego wzrokiem na neonowy znak przy wejściu na alejkę. Było napisane DYNAMIT.

- Musisz sobie ze mnie żartować - powiedział sucho.

- Ha. Wow - pokręciłam głową. - Myślę, że dobrze wiem, gdzie to miejsce jest. Moja siostra będzie prosiła mnie o przejażdżkę tutaj, wiem to.

- To trochę długa przejażdżka z Denver - powiedział. Jego ton był nieodgadniony. Jego oczy były przeszklone przez święcące, pomarańczowe litery. Co on sobie myśli, że zachowuje się tak ponuro? - Mhm, chodźmy.

- Czekaj, co? - roześmiałam się.

Justin pociągnął mnie w dół alei, a ja powłóczyłam się za nim. Nigdy nie byłam w klubie ze striptizem. Ten miał się ciekawie.

- Jesteś szalony - powiedziałam, kiedy zapłacił za nasze wejście.

Uśmiechnął się do mnie. Och, poznałam ten uśmieszek.

Sto procent kłopoty.

Wewnątrz, klub był zaskakująco zajęty. Nie mogłam myśleć przez muzykę. Oświetlenie było jaskrawe: czerwone i żółte. Przed niektórymi kabinami wisiały zasłony i były czerwone, aksamitne fotele umieszczone obok sceny.

Trzy nagie dziewczyny dumnie po niej stąpały, ulegające obok w kierunku mężczyzn, którzy im płacili. Każdy z nich miał drinka.

Justin zaczął szeptać do mojego ucha.

- Myślę, że chyba musimy kupić drinki.

Spojrzał na dziewczyny, a następnie uśmiechnął się do mnie.

- Teraz to jest obskurne jak skurwysyn - wyszeptał.

- Cieszę się, że tak myślisz! Naprawdę jest. Co my tutaj robimy?

- Zabawimy się trochę - powiedział. Wyciągnął portfel i skierował się do sceny. Przykuł uwagę tancerek z długimi, blond włosami. Patrzyłam jak rozmawiają  i widziałam jak Justin daje jej plik pieniędzy. Otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się. Cholera, ile jej był w stanie dać pieniędzy?

Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Szliśmy za blond striptizerką na tyły klubu i w dół hali. Zrobiło się dramatycznie spokojnie, kiedy weszliśmy do średniej wielkości pokoju z lustrami na każdej ścianie. Było kilka podnóżków, czarna, aksamitna kanapa, proste krzesło i stół. Zbliżyłam się do Justina.

- Hej, kochanie - powiedziała striptizerka. - Jestem Kelly. Nie denerwuj się złociutka.

Złociutka? Dziewczyna wyglądała jakby miała dwadzieścia pięć lat. Była też spokojna jak na kogoś, kto ma na sobie jedynie szpilki i stringi.

- Twój chłopak powiedział, że chcecie się we dwójkę trochę zabawić - powiedziała, patrząc wymownie na Justina i na mnie.

Chłopak? Spojrzałam na Justina. Rozpłynęłam się jak tylko spojrzałam w jego oczy. Och... nie. Jego wzrok powodował, że chciałam go zadowolić. Moje serce biło jakby podwójnie. Uśmiechnęłam się lekko.

- Tak - powiedziałam cicho.

Justin ścisnął moją rękę potem krążył, aż w końcu oparł nas o lustro. Typowe, nie mógł nawet usiąść. Niespokojny, kontrolujący. Odurzający.

- Usiądź - rozkazał, wskazując na krzesło. - Daj jej rundkę tańca - powiedział do striptizerki.

Opadłam na krzesło. Byłam boleśnie świadoma, że Justin patrzy na mnie, ale ja nie mogłam spojrzeć na niego. Wiedziałam, że byłam czerwona jak burak.

Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że zaczynałam być mokra.

Nie miałam na myśli dziewczyny.

To musiał być Justin. Patrzył na mnie i bawił go mój dyskomfort. Prawdopodobnie był już twardy.

- Dotknij jej - powiedział cicho.

Kiedy dałam striptizerce pytające spojrzenie, ona wzięła moje ręce i przeniosła je na swoje piersi. Ścisnęłam je, a ona jęknęła.

Okej, rozumiem. Mam to, ale następne polecenie Justina zaskoczyło mnie.

- Pokaż jej swoje, Lexie.

Pokazać jej moje? Chciał żebym...

- Zrób to - Justin warknął, pochylony do przodu. - Albo ja to zrobię. Pokaż jej swoje ładne, duże cycki, Lexie.

Drżącymi dłońmi, rozsunęłam sukienkę wystarczająco, albo ją lekko opuścić. Dzięki Bogu, że wybrałam sukienkę bez ramiączek. Zdjęłam swój stanik bez rozpinania go. Moje sutki były twarde. Słyszałam jak Justin głośno oddycha.

- Dobrze - powiedział.

Striptizerka uniosła moje ciężkie piersi i przycisnęła je do swoich. Jęknęłam. Kurwa, teraz na pewno na mojej sukience była mokra plama.

Justin podszedł do nas nagle.

- Wynoś się - warknął na striptizerkę.

Uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Drzwi zamknęły się za nią. Justin spojrzał na mnie, przechylając mój podbródek, jak gdybym była nieposłusznym dzieckiem. Moje nogi drżały.

- Boże, Lexie - wychrypiał. - Jesteś idealna. Podobało ci się to? Podobało ci się to, że sprawiłaś, iż jestem twardy? Spójrz na mojego fiuta.

Moje oczy wędrowały od guzików na jego koszuli do namiotu w spodniach. Przełknęłam ślinę.

- Wygląda dobrze, prawda?

Skinęłam głową.

- Podobało ci się pokazywanie cycków tej kobiecie? - zaśmiał się, po czym sięgnął moje piersi i ścisnął je bezlitośnie. - Jesteś dla mnie dziwką, nieprawdaż, Lexie?

- Tak - wydyszałam. Splotłam jego dłonie z moimi. Mój mózg krzyczał: kobieca moc, kobieca moc! To była moja kolej, aby doprowadzić Justina do szaleństwa.

Zsunęłam się z krzesła i upadłam przed jego kolanami.

Zanim zdążył zareagować, pociągnąłem jego spodnie w dół razem z bokserkami, po czym chwyciłam jego kutasa. Cholera, zapomniałam jaki wielki był. Zaczęłam mocno ssać jego główkę.

- Mm - jęknął. - O, kurwa!

Sukces! Jego dźwięki zachwyciły mnie. Mój język wirował wokół jego główki, pogłaskałam jego nasadę z jednej strony, a drugą ścisnęłam jego jaja.

- L-Lexie - wymamrotał. - C-co.. co ty r-robisz...

Spojrzałam na niego. Jego oczy wysłały dreszcz wzdłuż mojego ciała. Odszedł, zupełnie zniknął. Jego miękkie włosy opadały na jego czoło. Jego głowa lekko obniżyła się, a usta miał rozchylone. Patrzył w osłupieniu jak moje usta i język wirują po jego kutasie, czyniąc go błyszczącym.

- Mmm - znów jęknął. Zacisnął zęby. Kurwa, on walczył. Walczył z przyjemnością, aby móc dominować. To było ostre.

Pracowałam szybciej. Z długimi, głębokimi połykami, jego kutas uderzał o tył mojego gardła. Zignorowałam moje własne dławienia, kiedy tylko wypełnił moje usta. Nigdy nie będę w stanie wziąć go całego, ale mogłam pomagać sobie dłonią i moimi ustami.

Jęknęłam do jego kutasa.

Justin zachwiał się. Przycisnął się do jednego z luster. Zilustrowałam jego fiuta.

Przyczołgałam się bliżej, uśmiechając się do niego. Moje piersi kołysały się.

- Jest dobrze, Justin - wyszeptałam, oblizując jego wargi, Och, dobrze było mieć kontrolę tym razem. - Wiem, że tego potrzebujesz. Chodź. Założę się, że już prawie wybuchasz.

Drażniłam go, ale gdy tylko ponownie wzięłam go w swoje usta, zdałam sobie sprawę ze zdziwieniem, że miałam rację. Po kilku minutach, Justin był blisko szczytowania. Ściskałam mocno jego jaja w swojej dłoni. Jego fiut pulsował w moich ustach.

Spojrzałam na jego wzrok i wtedy zobaczyłam to, co widział on. Nasze odbicie w lustrze.

Jego pierś unosiła się i opadała gwałtownie. Wyglądał na dotkniętego i majaczącego. Boże, podobało mi się to.

- Mój kutas, Boże, mój kutas, Lexie - błagał.

Zaczęłam poruszać głową w tył i przód, patrząc na niego.

- A-ach, tak... kurwa... nie... jeszcze nie, k...kurwa, jeszcze nie, Lexie, nie.

Chciałam teraz skinął triumfalnie, gdybym tylko mogła.

Justin protestował, ale mimo wszystko pchał swojego kutasa w moje mokre już usta. Ścisnęłam jego fiuta i przyśpieszyłam. Odsunął się od ściany i pociągnął za moje włosy.

- Kurwa! - wychrypiał.

Nie miałam wątpliwości, jego jęk był słyszalny za drzwiami.

Zanim mógł odwrócić sytuację przeciwko mnie, pociągnąłem mój biustonosz i sukienkę. Szczerze mówiąc bałam się wyjść z tego pokoju bez niego. Patrzył na mnie swoimi brązowymi oczami, jak gdyby nie był jeszcze gotowy kończyć, a ja za to czułam się jak gdybym stała w klatce i oglądała spokojną pobudkę tygrysa.

Wysłałam mu buziaka przez drzwi.

- Spotkamy się na zewnątrz - powiedziałam, po czym wyszłam na piekło.

***
Nienawidzę. Nienawidzę. Nienawidzę.
Nienawidzę tego stylu pisania, którym posługuje się autorka, serio.
Pisze tak ciężkim językiem, że przy niektórych zdaniach musiałam z 10 minut zastanawiać się nad sensem jednego zdania. Tak czy inaczej w połowie szło mi szybko i wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że rozdział będzie zrozumiały.

Jak wiecie (lub nie) blog przez parę godzin był zamknięty, ale jak zauważyliście (lub też nie, haha) pojawiła się jego nowa odsłona. Podoba się wam tam bardzo jak i mi?
Dodałam zakładkę "SPAM", gdzie możecie zostawiać linki do swoich blogów,
które być może przeczytam, czy coś. 

A więc jak wrażenia po rozdziale? Lexie była tu trochę zdzirowata, a to dopiero początek opowiadania :):):):) Tak czy inaczej proszę o komentarze, bo nie wiem czy jest dalszy sens tłumaczenia, jak rozdział wyświetla ponad 500 osób, a komentarzy jest ledwo 15. 
Cóż, do następnego. 

czwartek, 15 stycznia 2015

Six

12 komentarzy:
Justin Bieber

Lexie naciągnęła swoje szorty, gdy czekaliśmy aż AC wyczyści zaparowane szyby.

Miałem nadzieję, że żaden sąsiad Lexie nie widział naszego pokazu. To byłoby niewygodne. Co więcej: myśl o innym człowieku widzącym ciało Lexie sprawiała, że krew w moich żyłach się gotowała.

Nie dzielę się.

Po prostu upokorzenie jej podobało mi się. Podobała mi się jej niezręczność, gdy ją obnażyłem.

- Nienawidzę ci tego mówić - powiedziała, gdy spojrzała na mnie naciągając bokserki. - Ale niemożliwym jest, aby założenie tych szortów przeniosło mnie do sfery skromności.

Wyciągnąłem rękę i naciągnąłem szorty na jej uda. Moja ręka dryfowała pomiędzy jej nogami. Czułem jak jej cipka pulsowała po tym, co przed chwilą zrobiliśmy.

Lexie rozchyliła nogi, gdy ją dotknąłem. Kurwa, mogłem to zrobić ponownie. I znowu. I znowu. I znowu. Czułem jakbym miał gorączkę.

- Myślałem, że pieprzenie cię oczyści trochę moje myśli. - przyznałem. - Nie mam niestety takiego szczęścia. Ponadto, skontaktujesz się ze mną w najbliższym czasie? Jestem świadomy swojego oddziaływania na kobiety, ale to jest coś ekstremalnego.

Uśmiechnęłam się do Lexie. Wpatrywała się w moją dłoń.  Zaczęła przejeżdżać palcami w górę i w dół po moim przedramieniu. Zacisnąłem zęby.

Ona nie miała pojęcia co jej dotyk ze mną robił.

- J-jest ciężko... - westchnęła. - Nie żartuj kochanie. - Ciężko jest z tobą rozmawiać.

- Przepraszam - wycofałem rękę i usadowiłem ją na kierownicy. - Tutaj.

Kątem oka widziałem, że Lexie przygląda się mi.

- Okej - zaśmiała się. - Może trudno jest mówić do ciebie, gdy jesteś obok. 

- Spróbuj. Nie potrafię czytać w twoich myślach. 

- Okej. Umm - Skupiła swój wzrok na wyświetlaczu Enform na desce rozdzielczej. - Niesamowite. Myślę, że możesz lecieć tym samochodem na księżyc, co?

- Nie do końca - Zaśmiałem się. - Ale możesz mieć masaż, wyregulować temperaturę każdego siedzenia, zamówić bilety do kina lub zarezerwować stolik w restauracji, uzyskać wskazówki, i - Otworzyłem pandorę, a samochód wypełnił się 10 Mile Stereo autorstwa Beach House - Posłuchać muzyki, oczywiście.

- Lubię to - Lexie uśmiechnęła się, co wywołało uśmiech i na mojej twarzy. - Chłopiec i jego zabawki.

- Tak. Przyprowadziłem LFA (nazwa samochodu) dzisiaj wieczorem, to moje dziecko. Jest jedynie za mało miejsca.

Lexie zachichotała.

- Dlaczego Justin? Cokolwiek to znaczy, dlaczego jest za mało miejsca?

Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową. Oczywiście rozmarzyłem się za bardzo o moich samochodem, ale rozmowa z Lexie przywróciła mnie na ziemię.

- Och, a tak przy okazji. Justin, królik? Poważnie? Powiedz mi, że to słodkie stworzenie było więcej niż twoją kolacją.

- Pełni wiele funkcji.

Przejechałem ręką po swoich włosach. Chciałem pieprzyć Lexie, albo jechać. Lub oba. Nie mogłem tak przebywać w jej towarzystwie, paliłem się.

- Chcesz się wybrać na przejażdżkę? - powiedziałem. - Wiem, że musisz być zmęczona, ale...

- Możemy? Tak - Lexie wyjrzała przez okno. Widziałem, co widziała. Świat jeszcze śpi, ładne trawniki, ciemne domy i jej płaszcz zmięty na trawie. Nasza noc.

- Ruszajmy - Lexie powiedziała.

Odjechaliśmy od krawężnika i udaliśmy się na wschód, pozostawiając w tyle światła miasta. Prędkość z jaką prowadziłem samochód uspokajała mnie. Kurwa, byłem spięty od czasu, gdy doszedłem. Powstrzymywałem się. Chciałem wszystkiego więcej: więcej Lexie, przytulać jej bardziej, zbić ją mocniej i pieprzyć ją mocniej, ale nie mogłem. Nie chciałem jej wystraszyć. 

- Nazywa się Laurent - powiedziałem. - Nazwałem go tak po Laurencie Sterne (pisarz angielski). Geniusze, oni obaj. W każdy razie, on jest bardzo eleganckim i intelektualnym facetem. I nie, nie jest on moją przynętą na kobiety. W sumie nie potrzebuję pomocy, aby kusić kobiety nocą.

Błysnąłem uśmiechem w kierunku Lexie, która śmiała się i przewróciła oczami.

Musiałem zobaczyć ja w świetle dziennym. Musiałem być z nią nagi.

- Dostałem go po raz pierwszy, gdy się tu przeniosłem. Byłem samotny, nie wiem. Ktoś powiedział, że to ciche i czyste zwierzęta. I to historia Laurencego. 

Pogłośniłem muzykę. Grało "Billie Holiday" Warpaint. Doskonale: łagodna muzyka, noc rozciągająca się wokół mnie i Lexie w moim samochodzie. Pozwoliłem się sobie uśmiechnąć.

- Jestem zaskoczony, że nie masz królika, Lexie.

Spojrzała na mnie i zaśmiała się.

- Chciałabym. Miałam tylko dwie zabawki i... nie wiem. Zbyt wiele wspomnień z nimi związanych. Poza tym, jedna była w połowie zepsuta. Wyrzuciłam je, zanim się przeprowadziłam.

- Szkoda, ale teraz masz mnie.

- Tak... - Lexie głos był miękki. 

Teraz masz mnie. Kurwa, nie chciałem tego powiedzieć.

Jechaliśmy wzdłuż prerii przez dwie godziny, rozmawiając i słuchając muzyki. Czasem milczeliśmy. Nasza rozmowa nie dotyczyła niczego ważnego. Miło było nie mieć żadnych pytań.

Co pół godziny pytałem Lexie czy nie była zmęczona. Nie, zaprzeczała. Uśmiechała się do mnie w sposób, który mnie aż bolał.

Zatrzymaliśmy się w odległości szlaku, który biegł przez niechlujny trawnik.

- Chodźmy - Lexie powiedziała. - Gwiazdy będą szalone.

Wziąłem koc z bagażnika samochodu i szliśmy szlakiem. Oczy Lexie skupione były na niebie, a moje na jej oczach. Była piękna.

Po chwili dotarła do mojej dłoni. 

Znalazłem miejsce poza szlakiem, co nie było łatwym zadaniem, po czym rozłożyłem koc. Lexie rozłożyła się w jego poprzek. Uśmiechnęła się do mnie.

- Świnia - zaśmiałem się.

- Nie ma miejsca - powiedziała. - Na mnie.

Podczas, gdy na nią spojrzałem, Lexie pozbyła się swoich szortów i stringów, po czym uniosła bluzkę tak, aby jej piersi były na nocnym powietrzu. Byłem pijany patrząc na nią. Rozchyliła nogi i nie spuszczała ze mnie wzroku.

- Piękny mężczyzna. Chciałabym żebyś się zobaczył. Wyglądasz na zagubionego.

- Czuję się zagubiony - wyszeptałem.

Nasze tempo było znacznie szybsze niż poprzednio. Lexie chwyciła mnie za włosy, po czym skierowała je na swoje piersi. Pocałowałem je, ssałem, lizałem i gryzłem. Jęczała, gdy jej dotykałem. Skierowałem swoje usta do jej cipki, a ona zaczęła skomleć. 

- Dotknij swoich piersi - przemówiłem cicho. Spojrzałem na jej ciało, aby dostrzec jak jej dłonie grzecznie wędrują na piersi. Oblizałem usta. Pachniała piżmem. Smakowała goryczą i słodyczą. Wróciłem do pracy, kiedy Lexie ugniatała swoje piersi, po czym wydała z siebie dziki, nieprzyzwoity odgłos w nocy.

Wkrótce byłem zbyt napalony, aby myśleć. Zrzuciłem z siebie swoje dżiny, uwalniając w tym samym czasie mojego fiuta, Gdy ukucnąłem przed kobiecością Lexie, włożyłem w nią trzy palce. Moje usta, język i zęby bawiły się jej cipką. 

Doszła zanim ja zdążyłem szczytować. Wciąż była pochłonięta ekstazą, kiedy wpiąłem się nią, a moje nasienie wylądowało na jej przyrodzeniu. 

- Idealnie - wyszeptałem. 

Przyciągnąłem jej rozpalone ciało bliżej mojego, po czym zaśmialiśmy się i otoczyliśmy ciemnością. 

Wschodziło słońce, gdy odwoziłem Lexie do domu. Dochodziła szósta.

Lexie i ja siedzieliśmy w samochodzie próbując się pożegnać. Do mojego umysłu wdarły się ciemne chmury, kiedy pomyślałem o swoim pustym mieszkaniu bez niej.

Kiedy będę mógł zobaczyć ją ponownie? Czy to dziwne, gdy o to zapytam?

- Cóż, miło było cię w końcu poznać - Lexie powiedziała, śmiejąc się bez przekonania.

Skrzywiłem się do swojego telefonu. 

- Mm.

- Och w porządku - trąciła w moje ramię. - Co się dzieje?

- Nic.

- Justin. Nie mam pracy i nie mam żadnego obowiązku nie licząc powózki mojej siostry do pracy czy spaceru z psem. Możemy spotkać się ponownie, gdy tylko się obudzę.

Spojrzałem na nią ostro. 

- W porządku. - powiedziałem. - Zadzwonię.

- Jak już wrócisz z pracy? - spytała.

Cholera, praca. Oczywiście Lexie była pod wrażeniem tego, że pracowałem w dzień. Nie miałem ochoty okłamywać Lexie jeszcze bardziej, ale ona na pewno nie musiała wiedzieć o mojej karierze pisarza.

Nie chciałem, aby Lexie widziała dolary, gdyby na mnie patrzyła.

Nie chciałem, aby widziała J. Whispa, gdyby na mnie patrzyła.

Chciałem, aby Lexie zobaczyła kim naprawdę jestem.

Schyliła się i pocałowała mój policzek. Odwróciłem się i złapałem jej twarz w dłonie, po czym złączyłem nasze usta razem.

Pomimo ostatniej nocy i najlepszego seksu, jaki kiedykolwiek miałem, nie pocałowaliśmy się jeszcze. 

Westchnęła, po czym usadowiła się na przeciwko mnie. Jęknąłem w jej usta. Jej ciepłe ramiona owinęły się wokół mojej szyi.

Lexie spojrzała w moje oczy.

- Nie ma mowy - wymamrotała. - Twoje oczy są piwne.

- Mm. Jestem Justin Bieber. Justin Drew Bieber.

- Bieber - powtórzyła, a jej ciemne oczy błyszczały. - Podoba mi się.

- To wygodne - uśmiechnąłem się. - No i... miło było cię poznać, Lexie. Więcej niż miło.

Przejechałem dłonią po jej piersiach. Czułem jak jej tętno przyspieszyło.

Wiedziałem, że muszę się opanować oraz, że miałem pracę, do której musiałem iść, ale w tej chwili byłem bardziej zainteresowany Lexie i tym, że mogę mieć poranny numerek.

Spojrzałem w stronę domu, w tym samym czasie, aby ujrzeć kogoś na trawniku.

- Co do...

- O Boże - Lexie jęknęła. Wyszła z samochodu, prawie się potykając. To musi być jej siostra. Te same ciemne włosy, te same piękne oczy i wyraziste usta, ale Lexie miała opływowy kształt i nieskazitelną cerę, a ta dziewczyna była inaczej zbudowana i miała pełno tatuaży. Och, i z pewnością za dużo kolczyków.

Dziewczyna rzuciła Lexie spojrzenie, po czym spojrzała przez otwarte okno od strony pasażera.

- Hej! Oh, wow. Niezły...

Spojrzałem przed siebie. Nie wiem czy miała na myśli mnie, mój samochód czy oba,

- Cześć - mruknąłem.

- Ty musisz być Pan Mroźne Portki?*

- A ty musisz być striptizerką

- Cholera. Jestem Abigail. Abby, jeśli chcesz - uderzyła o bok mojego samochodu. - Jestem dynamiczną dziewczyną. Wiesz, Dynamite Club, byłeś tam? To na dole  Boulder. O mój Boże, ty i Lexie powinniście tam czasem zajrzeć.

Spojrzałem na Lexie, która stała za swoją siostrą z wykręconymi dłońmi.

- Słyszałaś Lexie? Powinniśmy się tam wybrać.

Lexie pobladła, a potem zarumieniła się wściekle. Urocza. Spojrzała na mnie i zaczęła szarpać za rękę Abby.

- Chodźmy - syknęła.

- Mówię poważnie! - Abby nalegała.

- Mogę powiedzieć - powiedziałem, uśmiechając się bezradnie. - Ale myślę, że oglądanie ciebie jak trzęsiesz cyckami jest ostatnią rzeczą, którą ja i twoja siostra chcemy oglądać, bez urazy kochana.

- O mój Boże, ja tam nawet nie  pracuję! Serio, ale pary świetnie się tam bawią, pomyśl o tym.

- Okej, a teraz do widzenia! - Lexie pomachała nerwowo w moją stronę, po czym zaciągnęła siostrę do domu.

Machnąłem do niej zza kierownicy.

Co do cholery...

Noc była surrealistyczna, ale ja i Lexie pokonaliśmy ich wszystkich. Zaśmiałem się, kiedy odjechałem od krawężnika. W pewien sposób jestem wdzięczny za to, że Abby nam przerwała. Nie wiem czy coś innego byłoby w stanie odciągnąć mnie od Lexie.

Gdy wróciłem do domu, wymieniłem wodę Laurencego i udałem się prosto do mojego biurka.

Sen może poczekać.

Mój najnowszy projekt by otwarty na ekranie komputera - The Surrogate. Dopóki nie Lexie, pisanie szło mi naprawdę dobrze. Nawet jeśli nigdy nie napisałem science-fiction (w rzeczywistości nienawidziłem tego gatunku, dopóki ta historia mnie nie trafiła), wiedziałem, że to może być moje największe dzieło.

Ale powieść mogła zaczekać.

Zminimalizowałem Worda, otworzyłem Firefoksa i wszedłem na lelo.com.

Musiałem zrobić jakieś zakupy.

***

* nie wiedziałam jak na polski przetłumaczyć te przezwisko, i myślę, że Pan Mroźne Portki było najlepsze, jakkolwiek głupio to brzmi...

Obiecałam dodać ten rozdział strasznie szybko, a mimo wszystko dodawałam go najdłużej ze wszystkich, strasznie was przepraszam. Zwyczajnie nie miałam czasu na tłumaczenie, miałam mniej niż dwa tygodnie na poprawę ocen i wolałam zająć się szkołą. Jeszcze raz - przepraszam. Teraz zaczynam ferie, więc powinnam mieć więcej czasu na tłumaczenie, ale nie wiem kiedy jeszcze dodam przyszły rozdział, bo będzie on dwa razy dłuższy od tego. Tak, czy inaczej warto czekać, zapewniam.

+ W dalszym ciągu zachęcam do wpisania się listy INFORMOWANYCH.


PS. Nie sprawdzałam, więc przepraszam za literówki czy coś takiego.